Bez kategorii

3 rzeczy które robię dla syna w nadziei że zaprocentują w przyszłości. CZĘŚĆ I

Głęboko wierzę, że to co dziecko wynosi z domu może w znacznym stopniu zaważyć na jego przyszłości. A że domy różne są to czasem dziecko może zgapić zamiłowanie do co weekendowych melanży i popołudni przed TV z piwkiem w ręku, a innym razem miłość do wspinaczki wysokogórskiej, gotowaia czy zawodów triathlonowych.

Poniżej  3 rzeczy, które robię dla syna licząc i modląc się w skrytości serduszka, że zaprocentują w przyszłości.

  1. Aktywne spędzanie czasu.

Jak dziś pamiętam moje licealne diety oparte na jabłkach, waflach ryżowych i jogurtach naturalnych. Mogłam jeść tę dyktę do wyrzygania tylko po to żeby wyglądać w jeansch jak Claudia Schiffer w reklamie Guessa.

Zrobienie treningu, pływanie czy bieganie było zwyczajnie nierozsądne bo przecież organizm mógłby doznać szoku, a ja świadomie się na takie niebezpieczeństwo nie narażę. Poza tym byłam święcie przekonana, że bieganie jest niezdrowe bo przecież biust wtedy lata jak szalony i drżałam na samą myśl, że gdzieś w terenie mogłabym te moje orzeszki laskowe zgubić.  Teraz już wiem, że te obawy były zupełnie niepotrzebnie. Po ciąży wręcz stwierdzam, że może to wcale nie byłoby takie głupie je zgubić.

Długo trwało aż przekonałam się, że sport jest znośny. Jeszcze dłużej, aż głośno powiedziałam, że jest całkiem ok. A dokładnie 31 lat trwało wypracowanie podejścia, że aktywność fizyczna jest naturalna, niewymuszona, wzmacnia mnie psychicznie, pomaga radzić ze stresem i zwyczajnie daje szczęście.

Myślałam, że to niewykonalne, ale od niedawna ćwiczę w domu z Milanem. (co zresztą często widać na Instastory). Kiedy ja pocę się jak mysz w połogu, on bawi się w tym czasie obok mnie. Często próbuje robić brzuszki, skacze kiedy ja skaczę i nawet przymierza się do pompek. Wieczorami drugi trening zalicza z tatą. Często jeździmy na rowerach, z radością wróciliśmy na basen, popołudniami chłopaki często kopia w piłkę.

Aktywność fizyczna to higiena dla ciała oraz recepta na lepsze samopoczucie. Bardzo bym chciała żeby zamiłowanie do sportu wyniósł z domu. Żeby ruch był dla niego naturalny i  kojarzyła się z czystym fun’em, a nie jak dla większości przykrym obowiązek kiedy trzeba zgubić sadło w sezonie letnim.

Nie chcę żeby był dzieciakiem zapatrzonym w gry i TV, tylko tym biegającym z kolegami za piłką i z mama po lesie, jeżdżącym z rodzicami na wycieczki rowerowe i… a co tam!!  Skaczącym ze mną do Chodakowskiej.

Dla mnie aktywność fizyczna to nie moda,  to składowa zdrowego trybu życia.

IMG_8268

2. Mówię do Milana po angielsku.

Tak bardzo możliwe, że często ludzie maja mnie za idiotkę. Szczerze mówiąc nie jest to dla mnie niczym nowym. Tak samo dziwnie na mnie patrzą znajomi kiedy na  Kinderbal przychodzę z wałówką jedzenia „spełniającego moje normy żywieniowe”. Naprawdę idzie się przyzwyczaić.  Długo się przełamywałam do mówienia po angielsku, jeszcze dłużej szukałam odpowiednich słów, ale w końcu BAM, dwa translatory na telefonie i stało się.

W miejscach publiczny aby uniknąć zdziwionych spojrzeń po prostu udaje, że nie jestem polką i łudzę się, że w pobliżu 20 metrów nie ma żadnego anglika, który mógłby mnie  zdekonspirować.  Chociaż nie powinnam się w ogóle przejmować i ograniczać bo w sumie co mnie obchodzi co sobie Mariolki w warzywniaku pomyślą?

Czytam mu te horrendalnie drogie angielskie książeczki, z czasem przetrząsnę Internety w poszukiwaniu odpowiednich bajek i już czuje ból kieszenie jak poślę go do przedszkola z angielskim. Od początkowego zażenowania i skrępowania, doszliśmy do etapu, że w naszym domu całkiem naturalne stało się mówienie po angielsku.  Really, really, serio, serio! Nawet niania często zwraca się tak do Milana,  a i  tata zamiast jabłko mówi apple.   Za sukces uważam, że syn nie reaguje na zamknij lodówkę, ale Please close the fridge ogarnia jak ta lala.

Nie chodzi o to żeby w wieku 4 lat mówił płynnie w 2 językach. Chodzi o to żeby jak najwięcej przyswoił naturalnie, nie ślęcząc nad książkami tylko poprzez codzienne obcowanie z językiem.  Nawet jeśli w dzieciństwie nie nauczy się mówić po angielsku,  dzięki osłuchaniu znacznie łatwiej będzie mu ten język przyswoic w przyszłości.image1 image2 (1)

Wiadomo że łatwiej byłoby się nie wygłupiać i mówić po polsku. Ale nigdy nie interesowało mnie wychowanie dziecka po najmniejszej linii oporu.  We wszystkim co robię pamiętam, że zdrowy rozsądek is the key. Bez presji, ciśnienia, spokojnie i z pełnym przekonaniem słuszności. Finalnie wychowanie to trochę taki w chuj długi eksperyment, którego finału nie jesteśmy w stanie przewidzieć choćbyśmy świeciły przykładem i dopytywały co weekend wróżbity Macieja. 

Pozistaje robić swoje i liczyć, że będzie dobrze.

 

P.S. Dziewczyny jeśli któryś z wymienionych tematów interesuje Was bardziej, piszcie. Będziemy wątki rozwijać.

Ciąg dalszy nastąpi…i to całkiem szybko;)

20623851_10210195527588949_280380831_n

Ostatnio jak poszłam biegać, Milo wyskoczył za mną jak z procy i dobre 50  metrów dotrzymywał mi kroku <3

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać