Całkiem Serio Kącik Dziecięcy

Dziecko w sieci

Milan jest boski, słodki, a uśmiechem uwodzi każdą napotkaną laskę. Póki co są to przeważnie ciocie. Wam też zawróciłby w głowie, zapewniam. Gdybyście tylko spojrzały w jego oczy, zobaczyły jego uśmiech…  Doskonale go znacie. Wiecie, że zamiast spać woli się bawić, zamiast zabawek woli gryźć kable i wchodzić pod ławę. Często widzicie jego rączki, nóżki, ciałko, główkę. Irokezem pewnie już skradł wasze serca…ale czy wiecie jak wygląda moje dziecko ?

Kiedyś  myślałam, że pokazywanie zdjęć dziecka na blogu parentingowym jest tak samo oczywiste i obowiązkowe jak karp na Wigilię i jajko na Wielkanoc. Co więcej, jeszcze będąc w ciąży planowałam się nim nieustannie chwalić i uczynić  najsłodszym akcentem bloga. Obserwowałam Instamamy i nim kupiłam kocyk czy śpiochy zastanawiałam się jak będą wyglądały na zdjęciu. Teraz stwierdzam, że moje zwoje mózgowe nie zawsze dobrze pracują.

Początkowo wrzucałam zdjęcia Milana na Instagram. Był szał, wiadomo. On słodki, piękny, no wypisz, wymaluj cała mama… Tylko tak naprawdę za każdym razem czułam, że coś jest nie tak. Nie obchodziły mnie lajki, komentarze, ani zachwyty  innych mam. Cały czas czułam dyskomfort i po prostu coś mnie w tym wszystkim uwierało. Z czasem zaczęłam usuwać zdjęcia, na których było widać jego twarz. Ani razu nie żałowałam 300 lajków, za to w końcu poczułam ulgę. Wtedy też pojawił się problem. Bo jeśli wrzucisz coś do sieci, nie licz, że zniknie przy użyciu delate.  Zdjęcia zdążyły zassać inne durne programy, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Zdjęcia usunięte z mojego profilu, wciąż są w internecie. (mam tylko nadzieję, że dawnych zdjęć z melanży jakimś cudem jednak już nie ma…)

Każdy powinien wiedzieć, że publikując zdjęcia na niektórych portalach społecznościowych, stają się one własnością portalu i mogą zostać wykorzystane bez waszej wiedzy.  Zaskoczeni ?  Internet nie zapomina. Po wrzuceniu zdjęć na Facebooka możesz stracić nad nimi kontrolę. Mogą być powielane, kopiowane i udostępniane – nie ma mowy o trwałym i skutecznym usunięciu. Porno Paris Hilton pewnie też jeszcze gdzieś jest (swoją drogą słabizna,  nie polecam) Jeśli myślisz, że dopisek w bio „Proszę nie kopiować moich zdjęć” uchroni Cię przed ich powielaniem i wykorzystaniem, to nie mów tego na głos bo będzie beka. Ostatnio widziałam reklamę salonu kosmetycznego, którego twarzą jest Eva Longoria..myślicie, że ona wie coś na ten temat?  Publikując nieodpowiednie zdjęcia dziecka w sieci możecie narazić je na zboczeńców,  zwyrodnialców, w skrajnych przypadkach porywaczy.  Mogą stać się memai, a w przyszłości powodem żartów kolegów. Uważam, że profile prywatne zostały stworzone nie bez powodu. O zagrożeniach jakie mogą spotkać Twoje dziecko w sieci możesz przeczytać u Motheratorki. Zgadzam się z jej argumentami, dlatego nie ma sensu ich tu powielać.

girl-206144_1280

Nie boję się ruskiej mafii, łebków z Wołomina w starym BMW i kajdanem na szyi dawno nie widziałam, a w Pruszkowie znam kogo trzeba. Nigdy nie wrzuciłabym zdjęcia Milana na nocniku czy w wannie, także raczej żaden zbok nie miałby pożywki. Nie opublikowałabym też zdjęcia, które byłoby dla niego kompromitujące.  Po części zgadzam się zarówno z argumentami przeciwników publikowania zdjęć dzieci i zwolenników. Bo jak we wszystkim – umiar, zdrowy rozsądek i trochę oleju są na wagę złota. Moje podejście do tematu nie wynikają ze strachu, płynących zagrożeń, ani żadnych powszechnie, powtarzanych powodów.

Argument jest tylko jeden.  Miłość totalna. Po prostu.

Lubię się dzielić.  Nie jestem chciwa. Jak mam czekoladę, częstuję śmiało. Czemu niby  tylko ja miałabym tyć. Mogę się też podzielić się ciuchami, kosmetykami,  od biedy  też winem, ale NIE NIM.

Nie chcę robić rzeczy, które mnie uwierają. Nie chcę prowdzić bloga bazując na wizerunku mojego syna. Nie chcę zdobywać followersów na Instagramie bazując na jego powalającym uśmiechu. Wrzucam zdjęcia, na których nie widać twarzy Milana. Zaraz znajdzie się ktoś kto powie:  Co za różnica?  Co za obłuda, na niektórych prawie widać! I dont’t care. I don’t give a fuck.  Nie  żyję w strachu i paranoi, że na moje dziecko w sieci czyha sryliard niebezpieczeństw, pedofil stoi pod klatką, graficy właśnie robią z niego mema, który obiegnie świat, a porywacze już jadą, tylko zatrzymali się na Statoilu na kawę i hot doga. Zgadzam się, że takie zagrożenia są, ale głównie dla tych którzy sami się wystawiają.

Ja po prostu robię to co jest zgodne z moim sumieniem.

Nie usunęłam wszystkich zdjęć z bloga i Instagrama  bo z tą znikomą ilością jaka jest czuje się ok. Bo są to zdjęcia moje i Milana. Mamusi i synusia. Dla mnie to czysta miłość.  Jeśli za jakiś czas stwierdzę chcę go Wam pokazać albo pokazywać częściej, zrobię to.

Ale póki co to moje małe, niewinne, bezbronne i iście zajebiste maleństwo, które po prostu chcę zachować tylko dla siebie. Bo nie mam niczego i nikogo ważniejszego od niego.

źródło zdjęć: www.pixaby.com

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Mamnatooko.pl.

    Hmm już po wpisie Motheratorki zastanawiałam się nad tym tematem. Trochę przystopowałam z dodawaniem zdjeć córki na portale społecznościowe i na blogu. Ale nie zawsze mogę się temu oprzeć.
    Dobrze się czyta to co piszesz 😉 pozdrawiam

    • Wydaje mi się, że kluczem jest umiar 🙂 Nie można dać się sfiksować.
      Dziękuję 🙂

      • Gosia Kacprowska

        Otóż to! 🙂