Całkiem Serio

O dziewczynie która nigdy nie dorosła

smile-122705_960_720

Chodziłyśmy razem do podstawówki. Pamiętam jej długie włosy,  donośny śmiech i radosne oczy. Była śliczna i lubiana. Gdyby żyła w Stanach pewnie byłaby cheerleaderką, a jej chłopak kapitanem szkolnej drużyny footboll’owej. Nosiłaby jego kurtkę i miała wianuszek dziewczyn za plecami.

Ale nie żyjemy w Stanach i nie gramy w football. Była najlepsza. Świetne oceny, talent taneczny, muzyczny, do tego taka radosna i sympatyczna.  Chodziła do młodszej klasy, ale po zajęciach spotykałyśmy się w szkole tańca. Godziny treningów, litry wylanego potu, obozy, zawody. Pasja zbliża, obtarte stopy, odciski, pot też.

Była oczkiem w głowie rodziców. Ale nie takim jak myślicie, nie takim jak Wasze dzieci. Jej starsza siostra była chora, całkowicie zależna od rodziców. Kochana absolutnie i bezgranicznie tak jak kocha się dziecko, ale to w młodszej, zdrowej córce rodzice widzieli przyszłość.  Tylko jej maturą mogli się stresować, tylko jej magistra mogli oblewać, na jej weselu tańczyć, tylko ona mogła założyć rodzinę i dać im  gromadkę pięknych wnuków. Oczko w głowie rodziców, żadne określenie nie pasuje lepiej niż to.

W 4 klasie przydzielono mi nową wychowawczynię, która paręnaście lat wcześniej dała się we znaki mojej mamie, a może to moja mama jej. Liczyliśmy, że może Pani Wrzesień już nie starszy, a jednak.  Wystarczyło parę tygodni, żebym przestała lubić szkołę, stała się nerwowa i lękliwa. Od października chodziłam już do nowej prywatnej, szkoły. Tam ją poznałam.

To się wydarzyło 2 lata później,  kiedy chodziłam już do 6 klasy. Pamiętam to jak przez mgłę. I dobrze, nie chcę pamiętać tego wyraźnie. To był kolejny dzień w szkole.  Nic nie zapowiadało, że ten dzień będzie inny. Nic nie zapowiadało, że nasze serca zabiją szybciej.  Po prostu nie przyszła do szkoły, nic nadzwyczajnego. Dzień płynął swoim torem.

Nie pamiętam, która była godzina, ale w pewnej chwili zwołano apel. Super, przerwa w zajęciach zawsze mile widziana. Nasz szkoła była mała, jedna klasa z każdego rocznika, max 15 osób. To był inny świat. Tam nikt nie myślała żeby po zajęciach iść na browar czy zajarać fajka. Lubiliśmy naszą szkołę, wszyscy. Uczyliśmy się, rozwijaliśmy, bawiliśmy, chętnie tam wracaliśmy, codziennie od 9.00 -16.00.  Wszyscy znali wszystkich, nasi rodzice też się znali lub kojarzyli. Na szkolnych wycieczkach, starsze klasy pomagały młodszym, były dyskoteki, przedstawienia teatralne, nauka była przyjemnością. Chciałabym żeby mój syn miał to szczęście i chodził do takiej szkoły.

Staliśmy w sali gimnastycznej w dwuszeregu ciekawi co się zaraz wydarzy. Nie zwołuje się apelu w czasie zajęć od tak. My się cieszyliśmy, ale po twarzach nauczycieli widać było, że coś jest nie tak. Czuć było, że to nie są dobre wieści. Jej nadal nie było.

Pani Dyrektor w końcu się odezwała. Wszyscy milczeliśmy, byliśmy ciekawi, o co chodzi.  Jej głos, jej twarz, jej oczy, wszytko było nie tak. Trwało chwilę zanim powiedziała co się stało.  Nie pamiętam jaka była w tedy pogoda, nie pamiętam o czym myślałam, ani kto stał obok mnie. Pamiętam, że wybuchałam płaczem. My wszyscy.

Jechała z tatą do szkoły. Tą samą drogą co zawsze, od kilku lat. Pamiętam jaki wtedy miałam żal do siebie  o te głupie kłótnie.  Bez sensu i  bez znaczenia.  Pamiętam jak na zawodach rywalizowałyśmy z Maserakiem. Był wtedy małolatem jak my.  Pamiętam jak byłam zazdrosna, o to że jest taka idealna.

Jechała z tatą do szkoły. Tą samą  drogą co zawsze, od kilku lat. Jechała do naszej kochanej szkoły. Nie była chora. Nie miała zwolnienia. Jechała z tatą do szkoły. Pewnie miała odrobione lekcje jak zawsze, była przygotowana do zajęć jak zawsze. Tylko nigdy już do tej szkoły nie dojechała.

Staliśmy na tej sali gimnastycznej i płakaliśmy. W szafce zostały jej rzeczy, których już nigdy nie weźmie. W naszych sercach jej twarz. Trochę już wyblakła i niewyraźna. Wtedy byliśmy dziećmi, dziś wszyscy już mamy swoje rodziny, o szkole dawno zapomnieliśmy. Ona nigdy nie dorosła. Nie ma swojej rodziny. Jej  już nie ma.

Wtedy zdecydowałam, że przy bierzmowaniu chcę mieć jej imię. Żeby wiedziała, że pamiętam.

Patrycja zginęła w wypadku samochodowym, który spowodował jej tata. Wyprzedzał, nie zdążył, śpieszyli się do szkoły, naszej szkoły.  Dotrzymałam słowa. Nazywam się Żaneta, Patrycja, mam w domu małą srebrną ramkę w kształcie serca z twoim zdjęciem i wciąż myślę o Tobie czasami.  Może w dorosłym życiu były byśmy przyjaciółkami, a  może już dawno byśmy o sobie zapomniały. Tego nie wiem i  wciąż żałuję, że się już nie dowiem.

 

Czy to wakacje, święta czy kolejny dzień w pracy, pamiętajcie, że świat nie ucieknie. Świat przeżyje jeśli się spóźnicie. Świat przeżyje nawet jeśli Was już nie będzie, ale serca, które biją dla Was szybciej, tego nie przeżyją. Dlatego dojedzcie, cali i bezpieczni. Dla siebie, dla swoich bliskich, dla tych serc.

 

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Pięknie napisane, tylko niestety jest za dużo osób które się spieszą. Nie wiemy co nas spotka jutro, życie jest strasznie niesprawiedliwe 🙁

  • Sylwia

    Prawie, jakby ktoś opisywał cząstkę mojego życia. Ja również do bierzmowania przyjęłam jej imię.

  • Jola

    Czytajac mialam ciarki a w oczach lzy 😢😢😢, bardzo smutna historia…