Kącik Dziecięcy

Bar mlecznym czynny 24h

Planujesz. Praktykujesz. Próbujesz w końcu BANG. Jesteś w ciąży. Ochy, achy, rewelacja. Ciesz się tą chwilą, wyśpij się na zapas – mówili. Z bólem przyznaję, mieli  rację, ale nieważne.

Mija 9 miesięcy. Miną szybciej niż Ci się wydaje. W końcu przyszedł ten moment. Zostałaś mamą. Gratuluję. Myślisz, że jesteś w bajce. Budzisz się rano, a maleństwo wciąż jest z Tobą. Nie, to nie sen.  To Twoje nowe życie. W pakiecie z dzieckiem dostałaś nocne karmienie. Przyzwyczaisz się. W końcu jesteś mamą, masz super moce.

Myślisz, że tak już zostanie?? Błogo i cudownie?  Szczerze Ci tego życzę, ale czasem nawet nad Nibylandią  pojawiają się ciemne chmury. Nad  moją się pojawiły.

7018722727_45c2ff98a4_o

„Musisz karmić piersią jak najdłużej.” – słyszę od życzliwych w momencie kiedy karmiąc synka łzy same napływają mi do oczu. Dzięki za troskę, ale wsadźcie sobie te złote rady do jelita grubego.

Kiedy byłam w ciąży straszyli, że nie będę się wysypiać, ale nikt nie wspominał, że będę marzyć o przechowywaniu cycków w lodówce! Pierwszy  raz ból poczułam drugiego dnia po porodzie, co już było przepowiednią zła bo przecież nie miałam pokarmu i karmienie ograniczało się do przystawiania Młodego do piersi. Pomijam już nawet fakt, że Milo nie bardzo wiedział jak się w tym barze samoobsługowym odnaleźć.

W szpitalu usłyszałam – musi boleć. Brodawka wrażliwa, początki takie są. Mówili też, że po tygodniu przejdzie. Dni mijały, łzy leciały, suty rwały… zrymowało się. Przypadek ? Nie wydaje mi się!

17424319302_e6bca59181_o

Kupiłam nakładki, jedną maść, drugą maść, bo może będzie lepsza od pierwszej. Jeszcze inne nakładki, staniki, kremy.  Potem trzecią maść bo finalne żadna nie była dobra. Kiedy po tygodniu  zorientowałam się, że samo jednak nie przejdzie, zaczęłam szukać  pomocy w poradni laktacyjnej. Obdzwoniłam 7 miejsc nim udało mi się wybłagać termin na już.

„Wędzidełko ok, przystawianie ok, synek  płytko chwyta” No super i co teraz?

Młody ssie tak, że z sutka robi mi  płaskiego, cienkiego naleśnika…naprawdę cienkiego. Po pierwszej wizycie była kolejna, potem trzecia. Po drodze Milo przestał przybierać na wadze, strupki zeszły, ale ból jak był tak jest nadal. Potem przyszły kolejne konsultacje, tym razem z promotorką karmienia.  Testowaliśmy nowe pozycje, ustaliliśmy plan dokarmiania, nakręcaliśmy  laktację. Finalnie karmiłam  non stop – głównie dlatego, że Milan nie lubi się spieszyć przy posiłku. Wręcz przeciwnie, celebruje chwilę, smakuje i rozkoszuje się każdą kropelką. Synu na boga to nie polędwica z sarny, marynowana w czerwonym winie podana z glazurowanym selerem skropionym oliwą truflową, to tylko mleko !!!! I to od 3 tyg. to samo.  W między czasie  misiek lubi też uciąć sobie małą drzemką -obowiązkowo z sutkiem w buzi. Powiedzieć, że mój świat kręci się wokół cycków to mało. Czuje  się jakbym musiała pięcioraczki wykarmić.
Wciąż jest kiepsko, ale widzę już przynajmniej światełko w tym cholernie długim tunelu.

Katarzyna and Kaj

Codziennie chciałam zrezygnować i  codziennie myślałam, dobra jeszcze ten jeden raz.  Chcę karmić bo skład mojego mleka wydaje się być lepszy od składu mleka modyfikowanego (szokujące odkrycie, co ?) …nawet pomimo tej mojej  porannej kawy  i paru ciastek. Chcę tej fantastycznej więzi, która wytwarza się miedzy mamą, a dzieckiem. Chcę spróbować. Zagryzam zęby, ocieram łzy i robię to już prawie od  3 tyg. Nie przejmuje się nawet ewentualnymi, rozwijanymi naleśnikami do pasa w miejscu piersi. Dogadana jestem z mężem, że jak już wykarmię mu te cudowne dzieci – piękne po tatusiu, mądre po mamusi to zafunduje mi nadzienie do naleśników.

Poza tym była i jest głupia presja. Bo przecież co z ciebie za matka jeśli nie karmisz piersią ??!  Głupia bo teraz zupełnie się nią nie przejmuje.  Niech sobie babki, ciotki i sąsiadki  myślą i mówią co chcą.  Tylko ja wiem jak wiele kosztuje mnie karmienie piersią, jak bardzo ten ból odbiera mi radość macierzyństwa. Nie jestem gorszą  mamą bo zlana potem i krwią nie przeszłam przez kilkunastu godzinną mękę porodu naturalnego. Nie będę też gorszą mamą jeśli mimo prób zdecyduje się przejść na mleko modyfikowane.

Jestem najlepszą mamą na świecie. Dla Milana. Tak samo jak wy  jesteście najlepszymi mamami dla swoich pociech.

Nie jest lekko, ale walczę dalej 🙂

CDN

 Zgadzasz się z tym ? Nie zgadzasz? Podobało Ci się ? Było beznadziejnie ?  Zostaw komentarz. Jestem ciekawa co myślisz 🙂

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • marta

    Podobno najlepszym lekiem na zranione brodawki jest mleko z własnych piersi 🙂
    Należy ciut wycisnąć , rozprowadzic i zostawić
    Nie zakładac odrazu stanika , bluzki tylko dać im „oddychać „.

  • Trzymam kciuki, by się udało, a przy okazji powiem, że nieźle się uśmiałam z sarny, naleśników i reszty menu 😉

    • Żaneta

      Dziekuje😘 menu ubogie, poza sarną i naleśnikami tylko litry mleka 😜

  • Madziga

    Żana nie myśl o tym, co mówią inni. Rób swoje, bo tylko Ty wiesz, co jest najlepsze dla Twojego Milanka. Będzie dobrze, jeszcze będziesz się z tego śmiała… A z tą sarniną to przegiełaś, przez Ciebie mam opluty telefon ze śmiechu 😉

    • Żaneta

      Nie moja wina, ze plucia nie kontrolujesz 😜

  • Gosia

    Hej. Ja miałam ten sam problem i z pieszym dzieckiem i drugim i po dwóch tygodniach przeszłam na mleko modyfikowane i było super, dzieci jadły i spały. Juz nie było nieprzespanych nocy i w pełni wypoczęta mogłam się cieszyć macierzyństwo. Teraz jestem z trzecim dzieckiem w ciąży i tez bede karmić butelką a mit, że dzieci na butelce częściej cchorują i mają alergie w pełni obala bo moje dwoje dzieciaczków jest wykarmione butelką i ani nie chorują ani nie mają alergii i przesyłają całe noce. Przy trzecim dziecku mleko modyfikowane to juz bbiorę do szpitala. Pozdrawiam

    • Żaneta

      😊 ja mam wiecznie wrażenie ze moim sie nie najada. Po modyfikowanym jest taki grzeczny … Po moim najbardziej lubi marudzic. Jeszcze chwile sobie damy, jak nic sie nie zmieni przejdziemy na mieszankę.

      Przynajmniej na nadzieniu do naleśników zaoszczędze😜😜

  • ania

    przeszłam mękę porodu, jednak drogi karmienia piersią nie dałam rady pokonać. Ból i płaskie brodawki wygrały, ściagałam pokarm laktatorem to niby dawało radę ale Mały był wiecznie głodny, z piersi już prawie nic nie schodziło. Przeszliśmy na mm, Antek ma dziś ponad 2 lata jest radosnym, łobuzującym dzieckiem. Czy jestem gorszą mamą bo nie dałam rady kp?

  • Z brodawkami sobie jakoś poradziłam 🙂 było ciężko, ale nie poddałam się. Chęć karmienia cycem była silniejsza, a dlaczego? Bo to moje pierwsze dziecko, bo presja, bo jak można „truć” chemią od takiego Małego… I tak walczyłam… pierwszy miesiąc… drugi miesiąc… w połowie trzeciego dziecko zaczęło rzygać moim mlekiem dalej niż widziało. Nikt nie mógł mi uwierzyć. Każdy z rodziny mówił, że to normalne, że dziecko „ulewa”, poprawiam ich, że ono wymiotuje. Ale dla starszych pań to jedno i to samo. Kiedy moje dziecko w 2 tygodnie przybrało 120 g poddałam się. Z badań okazało się, że ma alergię i żadna moja dieta nic nie zmieni. Jesteśmy na mieszance i wcale nie uważam się za gorszą matkę. Jeszcze tak radosnego i szczęśliwego maleństwa nie widziałam.
    Teraz cieszę się macierzyństwem 😀
    Przy kolejnym dziecku od razu powiem STOP CYCKOM 😀
    aaa i jeszcze jedno… wcale nie prawda, że dziecko przesypia noce n a mieszance… Budzimy się baaaardzo często ehhhh

    • Żaneta

      Ja po tej nocy jestem bliska zaprzyjaźnienia sue z mieszanka. Mam wrażenie jakby było gorzej zamiast lepiej … Ehhh moze pora moim cyckom tez powiedzieć stop😔

  • Earthworm

    Ja z pierwszym synkiem meczylam sie trzy miesiace. Z drugim po miesiacu powiedzialam dosc. Jeden przezyl na modyfikowanym to i drugi da rade. Ciezko mi bylo, bo to wspaniale uczucie karmic dziecko. Ale ja tez musze zyc. Teraz maly ma trzy miesiace, dostaje butle i spi cala noc.

  • Martyna

    Podziwiam. Mialam podobna sytuacje, poddalam sie po 2 tyg. Teraz szczesliwie karmimy sie mm. Mala jest zdrowa i radosna, przedewszystkim wreszcie najedzona. Ja wiem ile zjadla i kiedy bedzie nastepna porcja, moge sobie rozplanowac dzien miedzy karmieniami a nawet zoatawic ja z tata lub babcia bo butle kazdy moze dac 😊 i wreszcie aie wysypiam 😁

  • chlo

    Ja walczę dalej, raz jest lepiej raz gorzej. Bardzo chciałam karmić mimo zupełnie płaskich brodawek… nie są w lepszej kondycji, mimo, ze karmię przez kapturki. Najlepsze, że mała pluje mlekiem z butelki, nawet moim! Chce tylko cycki, więc tak będziemy jeść chyba do 18-tki… Co do presji… u teściowej córka karmi w tej chili dwoje dzieci – jedno ma 4 miesiące, drugie dwa latka…

    • Żaneta

      Czyli pojęcie presja rozumiesz doskonale … Ale jeśli będziesz karmić do 18srki to nie masz co sie presja przejmować 😜😜 u mnie tez raz lepiej, raz gorzej… A po dzisiejszej nocy … Fatalnie. Milo ciągnie za sutki, macha głowa ściskając pierś …. Ała. Nie ma lekko z tymi maluchami 😩😩

  • Marti

    Bardzo Cię podziwiam i gratuluję determinacji. Ja zrezygnowałam z karmienia piersią po 2 tygodniach. Mimo, że mam świadomość, że mleko mamy jest najlepsze to nie czułam się psychicznie dobrze z tą ciągłą walką z moim dzieckiem. Z moim żarłocznym dzieckiem 😉 I z moją mało wydajną jadłodajnią. Przy czym dla mnie najgorsze były złośliwe komentarze położnych i pielęgniarek. Mam nadzieję, że inne niekarmiące matki tego nie doświadczyły, bo ja w obecności pielęgniarek czułam się jak najgorszy matol, bo moje dziecko dostawało mieszankę (ja zresztą też jestem dzieckiem z mieszanki 😉 ). Tylko wiecie co? Jasne – mleko mamy jest zdrowe. Ale!!! Piękna więź to nie tylko karmienie cycem. Gdy przestałam walczyć z cycem sama wewnętrznie się uspokoiłam… byłam zrelaksowana i bardziej cierpliwa… dużo tuliłam królewnę a ona to wszystko czuła. Dziś ma 8 miesięcy i wiem, że jest między nami najpiękniejsze uczucie, które nie zostało zburzone przez odstawienie od cyca. Reasumując, nie zawsze się da. Więcej wyrozumiałości dla młodych mam…

    • Marti

      Aj! Zapomniałabym. Moje dziecko to okaz zdrowia. Rośnie jak na drożdżach i od urodzenia, odpukać!, w ogóle nie choruje! Także MM daje radę 😀

  • żaba

    Doskonale Cię rozumiem, przeżyłam dokładnie to samo – już w szpitalu się zaczęło… karmienie całymi dniami… mąż mi podawał jedzenie, ja karmiłam i płakałam z bólu. Bywały dni, że ledwo wychodziłam do łazienki, bo mała nie przestawała płakać bez cyca. Żeby mieć chwilę spokoju, trochę ją dokarmiałam mieszanką i nie raz byłam na granicy decyzji, żeby przejść na wyłączne karmienie mm. Teraz moje dziecko ma 3,5 miesiąca, dwa miesiące temu przestałam ją dokarmiać, karmię wyłącznie piersią. Jedna brodawka jest zagojona, z drugą mam w dalszym ciągu problem i jeszcze mi się łzy w oczach pojawiają czasami przy karmieniu z bolącej piersi. Ale wiem jedno – warto było się przemęczyć. Jedna sprawa, oczywiście najważniejsza, to jakość naszego mleka. Druga – niby drugorzędna, a jednak bardzo ważna – moje dziecko potrafię uspokoić za pomocą cyca. Nie mam problemu z usypianiem jej – usypia przy piersi, jest znudzona, zmęczona, zła… przystawiam ją i się uspokaja. Moja pierś to dla niej smoczek. No i dobrze. Jej jest dobrze, bo to jest miejsce, w którym czuje się najbezpieczniej na świecie, i mi jest dobrze, bo nie muszę się sama męczyć, bujać, lulać, uspokajać. W pewnym momencie po prostu wyluzowałam, wzięłam książkę, pościągałam filmy i mimo bólu karmiłam. I się cieszę 🙂
    Oczywiście jeśli nie dasz rady, nie wyrzucaj sobie, mm to nie koniec świata 😉 ale jeśli podejmiesz taką decyzję, podejmij ją na sucho, bez emocji, żebyś później nie żałowała.
    Polecam książkę „Warto karmić piersią i co dalej? ” dr Magdaleny Nehring – Gugulskiej. Byłam u tej pani na poradzie laktacyjnej i jestem bardzo zadowolona.

  • Sylwia

    Ja mam dwoje dzieci i obaj dość szybko przeszli na mm, pierwszy bo mojego mleczka było za mało a drugi z tego powodu co u Ciebie- poranione brodawki, które przy trybie jedzenia mojego synka nie miały szans się zagoic- to karmienie trwało tylko miesiąc ale wspominam je koszmarnie 😞 miałam dość macierzyństwa. Uważam że nic na siłę, mama która na samą myśl o karmienie ma dość, nigdy nie będzie szczęśliwa, z perspektywy czasu uważam że nie warto się męczyć, szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Oczywiście są ogromne dylematy, presja otoczenia itp, ale pamiętaj rób tak abyście to WY byli szczęśliwi i abyś mogła cieszyć się w pełni macierzyństwem a nie myśleć że już za chwilkę czeka Cię katorga…..karmienie.

    • Żaneta

      Dzięki:) Dobrze to ujęłaś. Przy trybie jedzenia synka moje też nie maja szans się zagoić. Teraz ma fazę zaciskania brodawki i machać główką.
      masakra 🙁 🙁 Potrafi jeść 2 h i po dostawieniu płakać…daje mu butlę i wciąga jakby cały dzień nic nie jadł. Ehhh nie jest to wszytko takie łatwe… Pozdrawiam 🙂

  • Weź przestań jak tak dalej pójdzie to ja będę już wszystko wiedziała zanim jeszcze zaczne planować. Wiesz, ze cycki odgrywaja ważna rolę w moim zyciu wiec tym bardziej lost twoich leży mi… na sercu? 🙂 Go Go Mamuska

  • justyna

    oj kochana… to wszystko minie… obiecuję…
    teraz jestem na etapie karmienia już drugiego „glonojada”…
    z pierwszym było krótko, bo po miesiącu musiałam już córcię dokarmiać, sutki bolały, krwawiły, ale wszystko to trwało krótko, mała szybko się najadała, więc moje sutki miały przez większość czasu wolne…
    ale teraz… syn – cycozwis – masakra jakaś… on ma już prawie pół roku, a ja nadal z nakładkami, tak się wygodniś nauczył… na początku bolało, że płakałam, modliłam się, żeby ten jego dąs był powodem pieluchy, a nie głodu… szał… a potem jak już w miarę się pogoiło (ale bolało nadal) próbowałam golasem karmić, ale niestety młody nerwy miał, bo mu wypadało z buzi, ślizgało się…i tak do tej pory… chociaż czasem jak zaciągnie – to mam wrażenie, że gałki oczne mi wciągnie od środka… takie uczucie – a i 30-50 min trwały te początkowe karmienia, to wyobrażasz sobie…? ale mimo tego bólu, łez… to ja to lubię- jak ta mała rączka otacza pierś z ufnością, oczka wpatrują się w Ciebie z uwielbieniem, błyskiem, wręcz fascynacją… aż płakać ze szczęścia się chce…
    eh… już mi łzy w oczach tańczą…
    ale tak już jest… i tak już będzie – jesteś mamą – wytrzymasz dla swojego dziecka wszystko – i pamiętaj – wszystko to nic – poród był najgorszy i masz go już za sobą – teraz to z górki… aż do czasu jak zacznie gadać, kłucić się z Tobą, eh…
    powodzenia na mlecznej drodze… moja już dobiega końca, ale Ty ciesz się każdą chwilą – bo czas leci jak oszalały i zatęsknisz za tym czasem – gwarantuję – ja matka dwójki 🙂

  • justyna

    aaa i najważniejsze – Bepanthen maść – na odparzoną dupkę najlepszy, ale i na te cycki poranione – polecam. No i wietrz, nie ściskaj, pobudzaj laktację, ściągaj, smaruj i karm – jeśli tylko chcesz, a wszystko złe minie i zostaną tylko te fajne chwile
    powodzenia

  • Katarzyna Maria Zawadzka

    Jak czytałam, to płakałam, ale do momentu „nadzienia do naleśników” 🙂 wtedy się chichrałam! Chociaż sama karmiłam piersią, to mam poczucie, że dobrze rozumiem ból mam, które nie mogą. Ten ból, który jeszcze potęguje presja otoczenia. Tez miała tą presją. Karmiłam 8 miesięcy, potem Maria przeszła na mleko modyfikowane. U Nas też na początku było niewesoło z karmieniem. Wspominam to jako czas płaczu, stresu i zeszytu, w którym dokładnie musieliśmy zapisywać ile Maria zjadła z piersi, ile mililitrów mleka dokarmiana była. Wspominam to jako czas nieustannego karmienia. Posiłek co dwie godziny, który trwał DWIE GODZINY!!!

  • Jaguś

    i jak długo udało Ci się karmić piersią? Mam ten sam problem. Mały dostał na początku mleko z butelki, bo wcześniak i musiał trafić na obserwację (nie miałam możliwości przystawienia od razu po porodzie, na obserwacji był przez pierwszą noc, kilkanaście godzin). Później jak zaczęłam przystawiać, minęła doba i pojawiła się ostra żółtaczka, lampy ze wszystkich stron i mleko tylko z butelki, żeby jak najszybciej zjadał i się wygrzewał pod lampami. Znów dwa dni na piersi i nawrót żółtaczki… Przez dwa tygodnie trzy razy podchodziłam do nauki karmienia, za trzecim wreszcie nic nie przeszkadzało. Ale jedzenie z butelki zrobiło swoje, też za płytko ssie, na poranionych brodawkach pojawia się już ropa bo nie pomaga smarowanie mlekiem, maściami, wietrzenie, nic… W międzyczasie zrobiłam nam 3 dni przerwy i ściągałam, trochę się podgoiło, ale po kolejnych kilku dniach nie tylko pootwierały się ponownie tamte ranki ale zaczęły pękać dalej. Jak małego w ogóle można nauczyć inaczej ssać? Btw, z butelki też teraz kiepsko idzie, bo z kolei więcej ciągnie niż połyka