Kącik Dziecięcy

Kupno wózka. Smutna historia bez puenty.

Nie lubię zakupów. Serio, wysłać mnie na zakupy to taka sama kara jak za czasów gnoja korepetycje w sobotę (a moja mam miewała takie pomysły). Ale od zawsze wiedziałam, że kupowanie wyprawki dla dziecka będzie cudowne. Widziałam siebie chodzącą od sklepu do sklepu niczym Julia Roberts w Pretty Woman. Z tym, że ona kupowała dla siebie i była dziwką. Zresztą nie ważne..

Po prostu oczami wyobraźni widziałam jak kupuję te błękitne skarpetki, śpioszki I love Mum, mini Nike’i, bodziaki z Kaczorem Donaldem… no i faktycznie. Te zakupy były spoko. Choć zajęło mi chwilę nim ogarnęłam numerację i zrozumiałam czym się różnią śpiochy od pajaców. Później minęła kolejna długa chwila nim ogarnęłam ile czego potrzebuję, ale to nic. Mamy 5 kocyków bo nie mogłam się zdecydować i pięciopak śpiochów w rozmiarze 74 bo były zamknięte i w promocji. Boże, wyobrażacie sobie co by to było gdyby dziecko rodziło się w rozmiarze 74 ????

_DSC5617

Ostatnio moja przyjaciółka obwieściła, że jest w ciąży. Ekscytowałam się jakby to miało być co najmniej  moje dziecko, nagle dotarła do mnie mroczna strona zaistniałej sytuacji!!!

-O kurwa!! Właśnie sobie uświadomiłam, że będziesz musiała kupić wózek…

W moim przypadku przyjemność zakupów skończyła się kiedy doszło do wyboru wózka. Zdecydowanie łatwiej przyszło mi kupno samochodu. Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do sklepu, weszliśmy, popatrzyliśmy, podotykaliśmy i mniej więcej wymieniliśmy się takimi oto uwagami.

Mąż: Fajne te wózki

Ja: No spoko… w sumie to takie podobne do siebie.

Mąż: No

Z racji, że nikt się nami nie zainteresował, ani nie znalazł dla nas chwili, po 10 minutach dotykania i oglądania  wyszliśmy.

W sklepach z wózkami byliśmy z 8 razy jak nie więcej. W pewnym momencie to stało się weekendowym standardem i wątpliwą rozrywką (jeszcze pół biedy ja w sklepie była łazienka/8 miesiąc – siku co 20 min) Od początku miotały nami rozterki i wątpliwości, jakby to był wybór Funduszu Emerytalnego. Naprawdę, krócej się zastanawiałam czy powiedzieć tak kiedy M klęczał na środku rynku w Krakowie. Naszym głównym kryterium była waga. Wiadomo, w końcu mieszkamy na tym pierdzielonym 3 piętrze bez windy. Póki nie mieliśmy dziecka nie sprawiało mi to problemu, w duchu powtarzałam sobie, że to dobrze pośladkom robi, ale wizja tachania wózka, przyćmiła korzyści płynące  dla pośladków.

babyjogger-city-mini-gt2

źródło:http://www.aliexpress.com/

Lista oczekiwań była długa, ale najważniejsza była waga. Nasz wózek musi być lekki. To bardzo zawężało krąg poszukiwań. Po  8 wizytach w sklepach, licznych rozmowach, konsultacjach, godzinach spędzonych na czytaniu opinii padło na Baby Jogger GT – 3 koła bo wiadomo, zawsze to o jedno kółko lżej, zawsze to mały lansik.  Kiedy już mieliśmy go wziąć, sprzedawca zadał pytanie, po którym nic już nie było takie jak wcześniej. „A po jakich ternach będziecie Państwo jeździć”  To zdanie zniszczyło wszystko. Czytanie opinii, wizyty w sklepach…wszytko poszło w dupu. Nasze obecne i przyszłe tereny – piach, błoto, żwir, dziury. Sprzedawca zaproponował Baby City Elite. Niby podobny jednak cięższy. Wtedy też dotarło do mnie, że przecież czy to będzie 12 kg czy 15 kg i tak nie będę go sama tachać.  Tak też tym sposobem  po 8 wizytach w sklepach  znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Popatrzyłam na City Elite, którego ogromne koła w ogóle mi się nie podobały, był jak krowa wśród owieczek. GT był zgrabny, Elite był jak brzydsza siostra, z którą nikt nie chce się umówić. I wtedy siedząc na podeście na wózki, z tym ogromnym brzuchem, trzymając nogę na nodze żeby powstrzymać siku stwierdziłam „Po prostu weźmy już coś, nim urodzę”  Tym oto sposobem kupiliśmy Baby Jogger City Elite. Głównie dlatego, że mieliśmy dość tematu wózka.

Niestety ta historia nie ma szczęśliwego  zakończenia, ani nawet jakiejś puenty. Po 5 miesiącach użytkowania śmiało i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jestem… niezadowolona z zakupu (choć liczę, że jako spacerówka sprawdzi się rewelacyjnie). Wszystkich rodziców, którzy wciąż są przed tym zakupem pozdrawiam serdecznie. Spokojnie, może to tylko nam kupno wózka przyszło z takim trudem, może.

Jeśli chcesz żebym napisała recenzję wózka i porady na co zwracać uwagę przy jego zakupie, daj znać!!

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Super post. 🙂 Przepiękne zdjęcie. Chętnie będę tu częściej zaglądać. Pozdrawiam!

  • Dorota

    I my szukaliśmy dość długo wózka idealnego a raczej takiego co nam się zmieści do bagażnika 😉 U nas padło na Bebetto Silvia choć bardziej mi się podobał inny model. Jestem bardzo zadowolona z wózka. Chyba najbardziej lubię w nim pojemny kosz na zakupy oraz łatwość prowadzenia nawet jedną ręką 🙂 A co do ubranek to na początku w ogóle nie widziałam różnicy pomiędzy pajacami, śpiochami i rampersami 😉

    • Czym są rampersy dowiedziałam się chyba dopiero jakiś miesiąc temu…a mąż myśle, że nadal nie wie 🙈😂

  • mylittleme

    Bardzo przydatne informacje, super wpis! Dziękuję 🙂

  • Izabela Sek

    Dlatego ja głęboki wózek kupiłam używany, a spacerówkę nową. Jest sporo lżejsza od wózka głęboko spacerowego. Oskar po głębokim wózku miał aż dwie spacerówki i mogę śmiało powiedzieć, że model z w miarę dużymi kołami i dużym koszem na zakupy to najlepszy wybór. Spacerówka typy parasolka jest niestabilna, nie można wieszać żadnych toreb na rączkach, bo kola się wyrabiają i wózek przewraca.

  • Za poszukiwanie wózka wzięłam się już na początku ciąży, a zakup sfinalizowałam w 5tym miesiącu. Upatrzyłam sobie konkretny model, nawet nie widząc go na żywo (na śląsku nie było możliwości go w żadnym sklepie wymacać) i przeszukiwałam serwisy ogłoszeniowe do skutku. W końcu sprowadziłam go z Warszawy, używany, przy okazji zaprzyjaźniając się ze sprzedawcą (bo na negocjacji ceny spędziliśmy parę godzin ;-)). Po 2 miesiącach mogę powiedzieć, że jestem zadowolona – potrzebowałam czegoś dużego, stabilnego, o fajnej amortyzacji (bo spacery raczej po obrzydliwie dziurawych chodnikach) i możliwości bujania, a zupełnie nieistotna była dla mnie waga (nie mam do pokonania ani jednego schodka). Bebecar stylo at w naszym przypadku świetnie się sprawdził 🙂 Mąż mówił mi, że zwariowałam, zamiast pójść do sklepu to ja ze stolicy wózek w 3 gigantycznych kartonach ściągam, a teraz by naszego wózka nie zamienił na żaden inny 😉

  • pola

    będzie recenzja spacerówki ? 🙂 zastanawiam się nad elitem w wersji spacerowej i stąd moje pytanie 😉

  • Sylwiag

    Ja wózek zmieniałam dwukrotnie, także doskonale rozumiem tą frustrację, teraz mamy Branoecco i jak narazie rewelacja, choć my mieszkamy na 2 pietrze i mamywi de, takze jakos waga nie byla moim wyznacznikiem, zatoszerego innych udogodnien owszem , stad tez ta wymiana bo tamte sie nie sprawdziły.