Kącik Dziecięcy Mój Świat

Nie wiem kiedy to się stało

_DSC7197

Kochałam moją niezależność tak jak  kocha się noce bez sryliarda pobudek i sikanie w samotności.  Jak teraz  kocham ciepłą kawę, zrobione paznokcie, czyste ubrania i pełną wypłatę na koncie. Planowałam 2 dzieci,  mieszkanie z dużym tarasem, mały kredyt  i dalekie podróże. Domu nigdy nie brałam pod uwagę, pielenie ogródka i wyrywanie chwastów interesowało mnie tyle co kurs lempiri i smak pieczonych larw jedwabnika. Dlatego mieszkanie było spełnieniem marzeń, a sympatyczna Pani Zosia z mopem co środę jego dopełnieniem.  Chciałam zobaczyć świat i nigdy nie przestać bujać w obłokach.

Planowałam tak wiele. A potem urodziłam dziecko i chuj strzelił w moje plany i życiowe założenia

Nie wiem kiedy to się stało. Raczej nie w czasie tych nocy kiedy Milo budził się co godzinę. Raczej też nie wtedy kiedy usypiałam go bujając w nosidełku samochodowym, robiąc jednocześnie liczne odciski na rękach,  łamiąc kręgosłup i śpiewając „aaaa kotki dwa szare bure obydwa” x 625265876268  bo nic innego nie znałam i w sumie do dziś nie znam. Pewnie też nie wtedy kiedy całymi dniami nosiłam go płaczącego na rękach, zapominając o umyciu zębów, śniadaniu, obiedzie i ubraniach innych niż piżama.

Zapragnęłam trójki. Nie trójki psów. Nie trójki kotów, chomików, szynszyli czy płazów, gadów czy stawonogów. Zapragnęłam trójki dzieci. Mając pełną świadomość, że każde z nich może być zasilane tą samą magiczną, pozaziemską i absolutnie niewyczerpalną mocą co Milan i należeć do grupy dzieci z mniejszą potrzebą snu.

I zapewniam, że nie wpadłam na ten pomysł dlatego, że w czasie ciąży i pół roku po porodzie miałam cerę równie zajebistą co Aniołki Victoria Secret, a obecnie znowu przypomina wyspę wulkaniczną (wulkan aktywny) i świeci nawet w ciemności.  Już na pewno nie dlatego, że  moje piersi spadły piętro niżej i rozmiarowo przypominają 5 obranych truskawek, rozsypanych na stole.

Nie lubiłam być w ciąży. Przez pierwszy trymestr z pełnym przekonaniem powtarzałam, że umieram i  że miną lata świetlne nim zdecyduje się na kolejną ciążę, w drugim trymestrze godzinę od powrotu z pracy byłam już nieprzytomna, a w trzecim  budzona kopniakami  wstawałam koło 3 w nocy i robiłam mężowi śniadanie, obiad do pracy.

Mimo wszytko zapragnęłam dużej wesołej, piszczącej, krzyczącej, głośnej rodziny. Z tymi wszystkimi problemami, wydatkami, kłótniami, refluksami  kolkami, zimnymi nóżkami, skarpetkami  itp. Ale też z tymi rozśmianymi oczami, z uśmiechami, przytulasami, zaślinionymi całusami, jedzeniem na ścianie, telefonem w kiblu, kupie na szczebelkach łóżka.

_DSC7201

Nie chcę już mieszkania. Porzucam wygodę, brak trosk o dach, ogrzewanie i przeciekające rynny, na konto dużego podwórka, z  basenem, huśtawką i trampoliną, na której trójka moich dzieci będzie szalała, aż z Bożą pomocą w końcu rozładują im się baterie.

Nie muszę już zobaczyć każdego cudu świata i zrobić sobie selfie przy każdej napotkanej palmie.  Jeszcze nie tak dawno moim głównym zajęciem na plaży było leżenie, czytanie, popijanie, zmienianie boków, dbanie o równomierną opaleniznę, której i tak nigdy nie miałam. W tym roku pierwszy raz moim głównym i jedynym  zajęciem było łapanie, zabawianie i proszenie:

Nie synuś nie jedz piachu.
Miluś nie jedz piachu.
Milo nie jedz tego.
Nie żryj piachu.
A zresztą…. smacznego. Tylko petów nie jedz, mamusia sprawdzi w pieluszce. 

I szczerze, czułam szczęście. Tak, mimo piachu w dupie, staniku, oku, włosach i buzi czułam się szczęśliwa. Po jakimś czasie byłam zmęczona, znużona, lekko zirytowana ale wciąż szczęśliwa, że mogłam pokazać mojemu synkowi morze, plaże i robić zamki z piachu które, on z radością burzył.

Czasem zastanawiam się co ze mną nie tak.  To wszytko bywa takie ciężkie, a ja masochistycznie wciąż chcę więcej. Co drugi dzień od niewyspania pęka mi głowa i walczę o przetrwanie. I mimo wszystko wciąż chcę więcej. W niedzielę rano nie myślę już żeby iść pobiegać, tylko pluskam się w brodziku z przewrażliwionymi mamami,  które mimo, że woda sięga do kolan najchętniej wsadziłyby dzieci do pontonu, a pod kółko założyły kapok, ale i tak  lubię to. Widzę ten jego uśmiech, najszczęśliwsze oczy świata, za chwilę lament bo nie pozwalam mu się bawić szczotką do kibla czy telefonem i lubię to.

Pod koniec dnia nie pamiętam już tych krzyków, fochów i dramatów. Kiedy resztkami sił doczołguje się do łóżka, przed oczami mam jego uśmiech, pół jedynki, obślinione śpiochy i znowu czuje te szczęście.

W czasach, w których modny jest egoizm, jedno dziecko, dieta bezglutenowa, torebki po parę tysięcy i pokemony, ja zwyczajnie chcę być mamą najszczęśliwszych dzieci na świecie.

_DSC7271

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Skad Ty bierzesz te porównania?!😀😂

  • Dokładnie wiem, o co chodzi. Ostatnio to pragnienie odzywa się u mnie coraz częściej.

  • A ja dzisiaj sie poddaje i czuje jak kupa i chce byc ojcem a nie matka.

    • też mi się to zdarza. Minie. Głowa do góry mama :*

  • Hehe 🙂 nie tylko ty.
    Powodzenia!

  • Uroczy obraz… 😉 Też miałam wizję świata, w którym chcę żyć – nadal mam, z tym, że teraz towarzyszą temu dzieci. Ten obecny, mój jedyny syn, i te, które będzie mi jeszcze dane urodzić…

    Na tą chwilę leczę się na RZS, i nie mogę planować kolejnego dziecka, ale mam nadzieję, że za kilka lat będzie to możliwe.

    Powiem Ci tylko, że ja ciążę zniosłam bardzo dobrze. Hardcore zaczął się później, kiedy wyłam z bólu, żeby coś przy dziecku zrobić.

  • Mama

    Ja też chcę trzecie ale u mnie było tak: po pierwszym zarzekałam się że drugiego nigdy a tu wpadka. Teraz po drugim zarzekam się że trzecie koniecznie:) już nawet mąż się z tym pogodził;) a miałam robić karierę, za młodu uczyłam się języków obcych i nabierałam doświadczenia w renomowanych korporacjach;) teraz postanowiłam – do żadnej wymagającej pracy nie idę dopóki dzieci będą mnie potrzebowały, karierę zacznę po 40! Albo zajmę się wnukami;)

  • Beata Ciuk

    ☺każda Z nas ma jakąś idealną wizję rodziny defacto finalnie ja mamy ale musimy zrewidować jej części składowe ☺