Kącik Dziecięcy

Poranki świstaka

DSC_0688_4986

Narzekanie nie leży w mojej naturze. Od zawsze udaję optymistkę. Jestem w tym całkiem niezła, wszyscy się nabierają, nawet ja. Choć przyznać Wam muszę, że mam raczej mroczną duszę i lubię snuć jakieś dramatyczne wizje. Często na przykład wyobrażam sobie, że walczymy z wrogiem z wszechświata o nadprzyrodzonych siłach. Nikt nie jest w stanie pomóc, ani wojsko, ani Putin, ani Obama. No nikt. I wtedy ja w stroju Wonder Woman lub Kobiety Kot (tu jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji) mimo licznych krwawiących,  POWAŻNYCH obrażeń walczę z wrogiem  i resztkami sił  oczywiście, zwyciężam ratując całą ludzkość przed zagładą. Często towarzyszy mi przy tym David Beckham w stroju, w którym reklamował bieliznę Calvina Kleina.  Do macierzyństwa też staram się podchodzić  z dystansem i poczuciem humoru, choć już bez Davida. Nawet jak się nie wysypiam  od tygodnia, co aktualnie ma miejsce.

Od paru miesięcy mam wrażenie, że moje życie to dzień świstaka. Choć nie mam pewności czy wiem jak wygląda świstak tak właśnie toczy się obecnie moja codzienność, a w szczególności poranki.  Każdego dnia wiem co zaraz się wydarzy, próbuje zatrzymać bieg zdarzeń, zrobić wszytko lepiej, ale mój plan siada codziennie między 5 – 6 rano kiedy to Milan wykazuje się niesubordynacją i wstaje niezgodnie z ustalonym przeze mnie planem. 

Kiedy Milo śpi, to słowo daję wygląda  jak miś z pluszu delikatniejszego od aksamitu czy modnego wśród pieluch bambusa, otoczony błękitno różowymi chmurkami. Zawsze kiedy on zalicza drzemkę w obłoczkach mam głębokie postanowienie, że ogarnę wszytko na tip top tak żeby  po jego przebudzeniu przebrać go i wyjść.

Niestety po brutalnej porannej pobudce, przeważnie czuje się  i wyglądam jak naprana nastolatka.  Bo pomimo 10 miesięcznej praktyki, wstawanie między 5-6 wliczając w to kilka nocnych pobudek, kup, ząbkowanie, przerwy na gadki w środku noc i moje problemy ze snem, wciąż nie potrafię się do tego przyzwyczaić. Bo o ile jego sen jest średni, tak mój jest beznadziejny, co skutkuje codziennym bólem głowy. Zatem kiedy Milan idzie zaliczyć pierwszą drzemkę, ja taka wiotka, chuda, delikatna itp.  podążam za nim. DSC_0687_4985

Jest to jedna z moich ulubionych części dnia, ponieważ daje mi nadzieję. Niestety muszą minąć co najmniej 3 godz, aż bateryjki Milana zaczną się domagać doładowania.  Do tego czasu on rozchichotany robi to co potrafi najlepiej, czyli  demolkę, a ja  drżącą ręką zalewam pierwszą kawę i od około 4 tyg. przypominam sobie wtedy, że dzień wcześniej miałam zamówić świeżą dostawę kapsułek Tchibo.  Potem szykuję śniadanie, tylko po to by on wijąc się jak flądra w sieci zjadł ledwo połowę, resztę rozrzucił, rozsmarował i rozgniótł na puree.

Kiedy Milko zapada w 1 wymarzoną i wyśnioną przeze mnie drzemkę, kuchnia wygląda jak po dobrym melanżu z tą różnicą, że zamiast pustych butelek po winie walają się resztki jaglanki i butelki po mleczku.  Mając świadomość, że heroizm jest w cenie postanawiam się tym zająć, ale kiedy ziarenka kaszy jaglanej zaczynają się rozdzielać tracę cierpliwość i idę spać.

Przy sprzyjającej aurze udaje mi się zasnąć. Przeważnie na jakieś 20 minut w pakiecie z głupimi snami, w lepsze dni erotycznymi, co jest super. O ile występuje w nich mąż zaliczam to do stosunku czyli odhaczone w tym tyg. Po drzemce wcale nie czuję się jak młody bóg, nie poklaskuję radośnie jak foczka na wybiegu. Przeważnie jest lepiej, ale jakby mnie kto młotem walnął.  Potrzebuję czasu lub solpadeiny musującej w dużych ilościach żeby dojść do siebie. Wtedy mój synek kochany jest już  full naładowany, energią słońca i wszechświata. Budzi się z uśmiechem słodkim jak Nutella, z tą różnicą, że on jest naturalnie słodki bez kilograma cukru.

To jest optymistyczny scenariusz. Gorzej jeśli nie uda mi się  zapaść w turbo drzemkę. Wtedy cały dzień obolała snuje się za nim, próbuję nadążyć ogarnąć cokolwiek i ogólnie rzecz biorąc walczę o przetrwanie.  I tak od dłuższego czasu wyglądają nasze poranki, od pobudki do drzemki i byle pozbyć się bólu głowy.

Całe szczęście poza średnim zainteresowaniem snem, wierzcie mi lub nie Milo jest najcudowniejszym, najweselszym, najfajniejszym i pewnie też najbardziej poobijanym maluchem na świecie. I tak samo jak potrafi rozładować mi baterie, tak samo potrafi je ładować każdym swoim bananem na twarzy, małym kroczkiem, donośnym śmiechem i nieśmiałym przytulasem, które z okazji ząbkowania mi rozdaje.

 

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Adrianna Wójcik

    Żana a próbowałaś Excedrinu? Na mnie działa duuuużo lepiej niż Solpadeina 🙂

    Pozdrawiam i łączę się w bólu

    • Szczerze Ci powiem, że na większość moich bóli ani solpa, ani excedrin, ketonal, zastrzyk czy kroplówka nie pomagają. Miałam zapalenie opon mózgowych i jak boli to przechodzi dopiero jak się wyśpię. Nie ma lekko, ale dzięki :*

      • Adrianna Wójcik

        Eh poważna sprawa ;/
        No nic więcej nam nie pozostaje jak spać tyle ile możemy i udawać, że ta migrena wcale nie jest nasza:)

  • udomowiona

    Ło matko! widze, że te Twoje bóle głowy to poważna sprawa.
    Poranki świstaka przerabiałam niemal identyczne. Do tego doszła jeszcze depresja poporodowa i ryk w poduszkę…
    Moim marzeniem było zostac na wychowawczym ale dostałam CUDEM dobra pracę i muszę ją wziąć a serce mi pęka, bo mam wrażenie, że zmarnowałam swój urlop macierzyński…
    Trzymaj się i czerp ze swojego słodziaka ile się da.

  • Emilia Wybranowska

    To teraz pomnoz to przez 2. Juz nie masz szans na drzemkę, bo musisz zająć sie drugim dzieckiem. Przez cały dzień tuptasz od 1 do 2. Kiedy 1 śpi zajmujesz się 2. Kiedy 2 śpi ty bawisz się z 1. Gotowanie odbywa się w tak zwanym między czasie o sprzątaniu i prasowaniu marzysz. Sen to tez rzadkość. Przez rok ładujesz baterie nie dłużej niż 4-5 godzin.
    Jedno dziecko to wakacje – dwoje to prawdziwy hardcore. Nawet nie chce myśleć co się dzieje przy 3.

  • łącze się w bólu jeśli chodzi o bóle głowy. Podobno papryczka chili pomaga, ale nie próbowałam.