Bez kategorii

Kto mnie odprowadzi do samochodu i otrze łzy?

Czuję, że wchodzę na wyższy level macierzyństwa.  Tak, to jest ten moment. Nerwowo zaczynam zerkać na telefon, zaciskam zęby tak, że zaraz znowu się ukruszą, na co mój ortodonta głośno westchnie i z politowaniem powie  No Pani Żaneto. Stoję w szlafroku i mimo, że wiatr pizga mi oczy  wyglądam daleko i  w myślach tworzę już listę kar i szlabanów dla gnojka. Miał być o 22.00, tymczasem jest już 22.06, a jego jak nie było tak nie ma. Jest uziemiony, zakaz Facebooka, Instagram i Tindera na rok.

Ok, może trochę mnie poniosło. Może koniec świata jednak nie jest tak blisko. Może moja wyobraźnia zaszalała bardziej niż przeważnie. Biorę głęboki oddech, rozluźniam mięsnie, parzę melisą, szukam swojego Zena. Spokojnie, powtarzam w myślach. Spokojnie, za miesiąc kończy dopiero 2 latka. To jeszcze nie ten moment. To tylko przedszkole.

Normalna sprawa, dziecko idzie do przedszkola. Normalna spraw podkreślam. Każde dziecko kiedyś idzie do przedszkola. Moje co prawda jest  jedyne takie na cały świat, ale niech mu będzie, nich też idzie. Skoro w domu nie daje nam już żyć, niech idzie wolno. Niech gdzie indziej uprawia meblowspinaczkę, rzut w dal czym popadnie i bieg przez żywe przeszkody.  Niech inni mówią nie wolno, nie rób tego, nie wchodź do szuflady, nie siusiaj na podłogę, nie rób kupy na łóżko, wstań już z tej podłogi, nie udawaj, przecież widziałam, że nic się nie stało. Plus ewentualnie: nie zabieraj dzieciom zabawek, nie bij chłopca, nie łam serc dziewczynkom.

Kiedy pierwszy raz pomyślałam o przedszkolu i zrobiłam wstępny research napisałam do męża sms’a. Albo otworzę własne przedszkole, albo wypuszczę go z domu dopiero do podstawówki. Mój brak akceptacji dla kanapeczek z dżemem i kurczaka już teraz daje mi się we znaki i chłosta po kieszeni.

Decyzję o przedszkolu podęliśmy spontanicznie. Głównie dlatego, że  Milo jak tylko widzi inne dzieci  nie zauważa telefonów, kluczyków do samochodów ani portfelów (czyli wszystkiego co traktuje jak rzeczy pierwszej potrzeby).  Co stawia towarzystwo dzieci najwyżej na liście legalnych  i dozwolonych rozrywek dwulatka.

Do tej pory Milo był z nianią w domu, a ja 15 metrów  dalej  firmie co pozwalało mi na regularne naloty, wizytacje towarzyskie, wspólne obiadki  i … drzemki :D. Teraz po roku na urlopie macierzyńskim kiedy to widzieliśmy się non stop do wyrzygania  i roku widzenia się z przerwami nie większymi niż 3 godz. oddaję mu wolność… na całe  7 godzin dziennie.

Ale stop!  Wysłanie dziecka do przedszkola to wcale nie takie łatwe zadanie.  Kiedy już znalazłam idealne miejsc, gdzie na śniadanie jest owsianka na mleku roślinnym z żurawiną, bananem i poppingiem,  i nie dość, że zabuliłam za pierwszy miesiąc i wpisowe  równowartość wycieczki Sardynia i Korsyka – Szmaragdowe Perły, all inclusive, kupionej w super środzie na Rainbowle  to  jeszcze muszę zapoznać się z 13 stronicowym statutem, podpisać 7 stronicową umowę, 4 stronicowy regulamin, wypełnić 7 załączników i skompletować wyprawkę na niecałą A4 pozycji! W tym momencie rodzi się we mnie pytanie…czy przypadkiem nie potrzebuję prawnika??

To mi uświadomiło, że jest grubo, naprawdę grubo, a mój syn zaraz będzie dorosły, zaraz zabroni mówić do siebie Miluś, całować w tyłek i zamiast o poranku krzyczeć MAMOOOO będzie zamykał się z dziewczyną pokoju i Bóg jedyny wie co oni będą tam robić. W najbliższy wtorek ma spotkanie z dziekanem swojej przedszkolnej uczelni, a już w październiku pozna pozostałych studentów z roku. Będzie miał nowych znajomych, i już nie tylko takich których wybrała mu mama, ale może wręcz takich, których mama nie zaakceptuje.

Już zaraz mój słodki  Dzik charakteryzujący się małą potrzebą snu, o czym wie już cały Instagram,  stanie w drzwiach,  pomacha swoją już nie taką malutką rączką i dzielnie pójdzie zdobywać świat. Choć pewnie znów się rozpędziłam bo prędzej pobiegnie za dziećmi, nie odwróci się nawet na chwilę i w dupie będzie miał buzi, przytulaska, żółwika, piąteczkę, noski eskimoski, tuli tuli i  pewnie nawet nie włoży mi palca do ucha tudzież nosa tylko zostawi  sama w korytarzu z szybciej bijącym sercem i może łezką w oku.  (kto się wtedy mną zajmie? Kto mi pomoże się ubrać i  odprowadzi do samochodu? Czy w przedszkolach za milion monet  jest taka dodatkowa usługa dla roztrzęsionych matek ? )

Będę stać, patrzeć jak bawi się z dziećmi  i myśleć jaki on już duży, jaki fajny, wygadany, śmieszny, radosny, pomysłowy, ładny  i ciężko nie wspomnieć, że przy tym wszystkim tak niesamowicie  błyskotliwy…no nie wiem chyba po mamusi.

I będę zadawać sobie te wszystkie pytania, które my wszystkie kiedyś sobie zadajemy. Kiedy to się stało? Kiedy ten czas zleciał? Kiedy on tak urósł? Przecież jeszcze przed chwilą robił w pieluchę i spał mi na piersiach.

A potem otrę łzy,  wsiądę w samochód, pojadę do domu …. i  pójdę spać.

Przepraszam, chciałam to jakoś lepiej spuentować … ale potrzeba snu wygrywa ze wszystkim.

 

Pozdrawiam mamy przedszkolaków  🙂

 

 

 

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Aleksandra Kaciunka

    taaa, u nas Tymek już 3 tydzień w przedszkolu, a ja za każdym razem ronię łzy… Chyba się nigdy nie przyzwyczaję, że to już duży chłopak, a nie brzdączek ;(

    • nie strasz !!!!!
      Na to że rosną póki co mam patent. Pora na drugie, potem na trzecie. Nie wiem tylko jak po trzecim pogodzę się, że rosną. Ale na pewno nie CZWARTY 😛

  • udomowiona

    normalnie się poryczałam. I tak jesteś lepsza ode mnie, bo ja byłam na tyle wyrodną matką, że posłałam syna do żłobka kiedy miał rok i trzy miesiące chociaż moje dziecko NIGDY miało nie iść do żłobka, miałam „siedzieć” na macierzyńskim, spijać śmietankę matkowania i topić się w jej tęczy…. dużo można pisać… ale gdy po roku widzę jak mój M się rozwinął, jak uwielbia żłobek i dzieci to nie żałuję:)