Mój Świat

Ranking bólu – and the winner is…

G6892639

Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części postu  – absolutnie i kategorycznie musicie to zrobić. http://www.nieprzykladna.pl/prywatny-ranking-bolu/

Tymczasem Panie i Panowie – pozycja nr 1. To miejsce z góry, od zawsze  zarezerwowane było na poród. Jakie było moje zdziwienie kiedy go doświadczyłam i  stwierdziłam, że jednak coś go przebiło…

Zdarzyła mi się prawie miesięczna migrena, koniec świata. Byłam wtedy przekonana, że umieram (fakt, lubię nieco dramatyzować). Przeszłam zapalenie opon mózgowych po, którym ból głowy stal się norma porównywalną do owsianki na śniadanie. Naprawdę myślałam, że jestem twarda. Tak naiwnie myślałam do lutego 2015 roku kiedy to okazało się, że jestem w drugim miesiącu ciąży.

Od zawsze wyobrażałam sobie ten stan niemalże jak życie w krainie misiów Haribo i zabawek z Kinder niespodzianki. Myślałam, że będę czuć się bajecznie, że będę głaskać się po brzuszku, zarażać ludzi moim radosnym uśmiechem. Planowałam,  sączyć soczek ze świeżo wyciśniętych buraków i selera naciowego, litrami jeść lody,  czytać książki o macierzyństwie i z radością patrzeć na niebiesko różowe chmurki na niebie.

Dokładnie tak to sobie wyobrażałam.  BŁĄD.

11800610_10207474646370720_8264457783409358380_n

23.01. Dziś 30 urodziny mojego męża (starzec :* 😛 )  Od zawsze, czyli od 3 lat od kiedy  jesteśmy razem, wyobrażałam  sobie,  że tego dnia powiem mu,  że zostanie tatą. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, starać zaczęliśmy się tydzień wcześniej, także liche szanse. Dlatego zresztą kupiłam prezent.

Przezornie  pomyślałam jednak – będzie impreza, będzie alkohol, za parę  godzin wylatujemy na tygodniowe wakacie (o czym zresztą nie wiedział) dla świętego  spokoju zrobię tekścik. Jedna kreska. To pijemy.

29.01. Przecież wiem, że nie jestem w ciąży. Co prawda dziś powinnam dostać okres, ale zmiana klimatu wszystko tłumaczy. Z drugiej strony skoro i tak mam tekścik to czemu miałabym sobie go nie zrobić.?!?! Spokojnie,  jedna kreska. Pijemy dalej.

2.02. Wróciłam ze „słonecznego” Lanzarotte. W biurze miłe powitanie, buziaczki, żarciki, „co tam?”, jak tam, aż w końcu któraś z koleżanek pyta.

– Ej,  Ewa jest w ciąży, a tobie co dolega?

I patrzy na moja twarz  podobną do wyspy wulkanicznej. Cała w pryszczach.

Chwilę później uparcie powtarzałam, że czuje tatar. Naprawdę go czułam!!! Jeden z kelnerów stwierdził, że tatara nie ma. Może co najwyżej jestem w ciąży.

DOŚĆ! Przecież nie jestem w ciąży!

Chociaż faktycznie, 4 dni po czasie. Co mi szkodzi zrobić kolejny test? 20 minut później byłam już w toalecie. I kreska. Nic z tego. Przecież wiedziałam. Tylko czemu czuje  tatar…???

Nie wyrzuciłam testu do kosza, w końcu byłam w pracy, jeszcze ktoś zobaczy. Zapakowałam w woreczek foliowy,  wrzuciłam do torby i wróciłam do biura. Pracowałam w najlepsze, do czasu kiedy zaczęłam szukać czegoś w torebce i niechcący się na niego natknęłam.
Nagle z torby wyskoczyło kilku klaunów z kolorowym  transparentem SUPRISE!  Niespodziewanie na teście pojawiła się druga kreska.
Serio czekacie te 5 min? Shame on me! Ja nie. Mój błąd.

Tak spełniło się jedno z moich  największych marzeń i zaczęła przygoda życia. Czułam się świetnie….przez najbliższych 7 dni.

Od kilku lat brałam lek, który pomagał mi zasnąć i który z dnia na dzień musiałam odstawić. Przez następne 1,5 miesiąca nocami chodziłam po ścianach, (bo  niby po co spać???) a dniami odchodziłam od zmysłów. Notoryczny ból głowy i notoryczny brak snu. Z czasem w ramach urozmaicenia  doszedł totalny wstręt do jedzenia, ale  przecież nie może być nudno. Równolegle z nim doszedł wilczy głód. Taka delikatna sprzeczność, jakżeby inaczej…przecież chodzi o to żeby w życiu sobie wszytko komplikować. Jedzenie było męczarnią,  a głodna byłam ciągle. Faktem jest też, że nie zawsze udawało mi się je utrzymać… jeśli wiecie co mam na myśli. Byłam tak słaba, że nawet nie chciało mi się zakupów online, a to już nie żarty!!! Wizja, że cała ciąża możne tak wyglądać była przerażająca.  Notorycznie powtarzałam TO OSTATNIE DZIECKO ! ZAMYKAM INTERES.  Te 1,5 miesiąca to był koszmar, ale całe szczęście drugi trymestr nie były już taki zły, a trzeci całkiem fajny. Ostatecznie wstrzymuje się z decyzją o zamknięciu interesu…

G6892639

Nie każda ciąża to życie w krainie misiów Haribo. Nie sączyłam świeżo wyciśniętych soczków z buraka dobrych na krzepliwość, nie jadłam lodów, a nawet jeśli to chwilę potem zwracałam,  nie czytałam z zapartym tchem książek o macierzyństwie i nie patrzyłam z radością  na niebiesko różowe chmurki na niebie… ba nawet ich nie widziałam.

Ja walczyłam o przetrwanie😂😂😂

 

 

Podobało Ci się ? Nie podobało? Też walczyłaś o przetrwanie w I trymestrze ?
Zostaw komentarz, chętnie poznam Twoje zdanie 😀

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Karolina

    Najgorsze były zachcianki! Pomidorki koktajlowe zagryzane mentosami owocowymi i orzeszkami solonymi przebiły wszystko 😉 no i te zmiany nastroju… Całe szczęście już to za Nami 🙂 A Klara 23.11 kończy już 2 miesiące 🙂

  • Nie rozumiem stwierdzenia „ciąża to piękny stan i najlepszy czas w życiu kobiety” a może to kwestia indywidualna, dla mnie z pewnością ten stan nie był piękny chociaż bardzo chciałam tego dziecka i kocham ją nad życie. Co może być pięknego w mdłościach przez trzy miesiące gdzie jedyną ulgą przynosił imbir?! Albo w upodobnianiu się do słonia?! Jednak najgorszy był trzeci trymestr, maż spał pod trzema kołdrami a ja w samej koszulce przy otwartym oknie gdzie zawsze było odwrotnie, jak jedliśmy obiad to liczyłam że odda mi jeszcze pół swojej porcji 😀 spać nie mogłam bo bolały mnie biodra a no i jeszcze robiliśmy po kilka kilometrów dziennie spacerkiem żeby uśmierzyć ten ból bo tylko łażenie pomagało, nie wspomnę już o obcinaniu paznokci albo depilacji, nie no ogólnie rzecz ujmując ciąża to piękny stan 😀 jak to dobrze że moje małe szczęście ma już siedem miesięcy 🙂 Na koniec mojego wywodu chcę jeszcze dodać że uwielbiam Twojego bloga a najbardziej chyba za to, że piszesz tu prawdę a nie cukierkowe opowieści, oby tak dalej, pozdrawiam 🙂

    • To ciesz się że chociaż ten imbir przynosił Ci ulgę… niektórym ani imbir, ani migdały nie pomagały!! depilacja w 9 miesiącu ciąży to całkiem zabawne doświadczenie 😀
      Dziękuję !!

  • Beata

    Czytam o tych testach i śmieje się sama do siebie, bo to samo przeżywałam kilka miesięcy temu :-), na 30 urodziny robiłam huczną imprezę (trzydzieści parę osób, %wiadomo), mąż przed imprezą mówi zrób test dla świętego spokoju. Zrobiłam, test wyszedł negatywny. Impreza udana do 6 rano, tańce na stole, alko w różnych konfiguracjach … nawet okres dostałam w między czasie. Minęły jakieś dwa tyg. ale ja dziwnie się czułam, kapryśna, zmęczona i wszystko dokoła śmierdziało 🙁 koleżanka z pracy mówi „może jesteś w ciąży” no ale jak to możliwe, dopiero co okres mi się skoczył ! Wróciłam do domu, zmęczona jak nigdy, pokonanie kilka schodów do sypialni wydawało mi się wiecznością, pomyślałam to nie jest normalne, ok robię test, nasikałam no i jedna kreska. Po ok. 20 min wyszłam spod prysznica i mocno się zdziwiłam bo test pokazywał dwie kreski !! 🙂 Obecnie jestem w 29 tyg. 🙂 początki ciąży bezobjawowe, zero wymiotów, zawrotów głowy, jedynie zmęczenie i senność, w porównaniu do Twoich perypetii sielanka 😉 obecnie coraz gorzej, bóle kręgosłupa, bioder są nie do zniesienia 🙁 jednak perspektywa przytulenia swojego malucha nastraja mnie mega pozytywnie mimo „wiecznej nocy” za oknem, staram się nie popadać w depresję i mam nadzieję, że poród również nie pojawi się na 1 miejscu mojej listy w rankingu bólu 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Madziga

    ja żyłam w tej krainie o której pisałaś, ale zanim do niej trafiłam, to był ciągły płacz bez powodu 🙂 po jakimś miesiącu mi przeszło na nieustający dobry humor, albo łzy się skończyły 😛

  • Michał

    Starzec jest dumny ze Swojej Cudownej i Dzielnej Żony:)

  • Edyta

    Jakbym czytała moją historię ! Ja też jestem migrenowcem – od dziecka… Pamiętam, że lekarze powtarzali mi, że czasem w okresie ciąży migreny ustępują. Liczyłam na to, to był mój ostatni ratunek, po dietach, akupunkturze, masażach, a nawet tybetańskich ziołach. Jestem w 10 tygodniu ciąży. Pierwsze 2 tygodnie minęły mi wspaniale. Miałam dużo energii, piękną cerę i zero bólów głowy. Niestety nadszedł ten dzień, kiedy migrena wróciła.. Ból jest silniejszy i cięższy niż przed ciążą.. Mam wrażenie, że zaraz zwariuję, że wyskoczę przez okno lub zrobię coś jeszcze bardziej dramatycznego. Nie mogę jeść, pić, ciągle wymiotuję i leżąc w ciemnym pokoju z lodem na głowie, martwię się o dziecko – że przecież powinnam coś zjeść, wypić, ale jak, jeśli nie jestem w stanie?
    Doskonale Cię rozumiem i wiem co przeszłaś i pewnie przechodzisz. Nikt kto nie miał migreny nie zrozumie… Ani mąż, ani przyjaciółka – tego trzeba doświadczyć.
    Wokół mnie same ciąże. Koleżanki żyją w krainie misiów Haribo, a ja im tak bardzo zazdroszczę. Ja tak jak Ty – walczę o przetrwanie !
    Ściskam mocno :*

  • O kurczaczki ! Wczoraj miałam okropny ból głowy, myśle ze zahaczał o migrenę, najgorsze było jednak to ze miałam do tego straszne mdłości. Test robiłam ok 2 tyg temu 1 kreska, w miedzy czasie miałam okres i kilka % spotkań, ale z tego co czytam to chyba muszę powtórzyć ten test i odczekać, bo coś czuje się niewyraźnie a wcześniej nie miałam takich akcji. Biegnę do apteki.
    Żana uwielbiam twój blog i sposób pisania. Pozdrawiam serdecznie 😀

  • O mamo! Jak czytam Twojego bloga, to czasem chciałabym już być w ciąży, a czasem myślę sobie… NIGDY W ŻYCIU!!! 😀

    • Czyli niezła antykoncepcja ze mnie 😂😂😂

      • O tak! Zdecydowanie! 😀 Szczególnie, że sama mam problemy z migreną i nie wyobrażam sobie jak bym miała przetrwać bez leków :OOO

  • Emily

    Ja jestem w 7 tygodniu i każdy dzień to wielka przeprawa… Nie sadzilam ze tak będzie, ciagle mdlosci, wymioty , ból glowy doprowadzaja do szału. Ehh… Ilez to kobieta musi przezyc aby wydac na świat te mała istotke… Pozdrawiam

    • Na pocieszenie Ci powiem, że to mija 🙂 My rodzimy bo faceci bo nie dali by rady 😛 Trzymaj się

  • Paweł Horoszko

    Droga Żaneto. Czy ty sama widzisz co ty piszesz na tym blogu. Jak możesz pisać,że twój mąż to starzec,jeśli on ma 30 lat dopiero. Ty straciłaś chyba rozum. Ja mam 31 lat i jestem mężczyzną i jestem młody. Nie obrażaj własnego męża,bo nie jest żadnym starcem. Ja współczuję twojemu mężowi tak pustej żony. Ty zachowujesz się jak pusta gówniara. Ciekawe ile ty masz lat ? Pewnie jesteś po 20 i co z tego. Jesteś puściutka i masz w głowie tylko powietrze. Ja mam 31 lat i jestem młody. Starość jest od 70 lat. Wiek średni od 40 lat,a twój mąż ma dopiero 30 lat i całe życie z taką zołzą przed nim. Współczuję takiej żony jak ty. Weż sobie gówniarza 20 letniego i wtedy będziesz szczęśliwa.

    • Zaskoczę Cie, też mam 31 lat 🙂 Mój mąż ma się świetnie i nie narzeka, w przeciwieństwie do niektórych rozumie ironię. Ma też dystans, którego Tobie chyba brakuje. Pozdrawiam

    • Aleksandra Kamińska

      Serio? Koles, a wiesz co to żart? Ironia? Przekomarzanie? Nawet błędów ortograficznych nie popełniasz czyli inteligencja jakaś się czaji, wypuść ją koniecznie z ukrycia!

    • Zolza Zuzia Amaro

      A czy Ty wiesz Pawełku, czym jest niewybredny żart? Odsyłam do źródeł.