Mój Świat

Moja najbardziej strzeżona tajemnica 2013 roku

Obudziłam się parę minut po 5. Moja głowa pękała. Ból promieniował od tyłu czaszki przez całą głowę. Znam ten ból na pamięć. „Proszę, tylko nie dziś” pomyślałam. Moja bezsenność i  migreny nie mają wyczucia czasu.

Michał twardo śpi, mimo to zawsze wyczuwa, kiedy się budzę. Mówi: „Kocham Cię” i śpi dalej. Bardzo się troszczy, żebym dobrze spała, zdarza mu się wstać o 6 rano i zakrywać okna kocami, żeby światło mnie nie obudziło. Czasem się zastanawiam, czy bez leków umiem jeszcze spać. Ale nieważne. Nie dziś. Zamykam oczy i liczę, że jeszcze uda mi się zasnąć, chociaż na chwilę.

Nie udało się. Leżałam do 8 i myślałam o tym, co zrobimy za parę godzin. Myślałam o tym, jak się poznaliśmy, jak po dwóch randkach uznałam, że jest nudny, a kiedy spotkaliśmy się 3 lata później po pierwszej randce wiedziałam, że będzie wesele. „Tylko pamiętaj, najwcześniej za 2 lata, bo mi muszą aparat ortodontyczny zdjąć” śmiała się mama.  Zdjęli go szybciej – całe szczęście. Myślałam, ile dla mnie robi każdego dnia i jak mi przywrócił wiarę w mężczyzn. Mimo że zawsze trafiałam na dobrych, on jest najlepszy. Myślałam o tym, jak bardzo się zmieniłam od kiedy jesteśmy razem. Uspokoiłam, poukładałam, wyciszyłam. Myślałam o tym, jak miesiąc wcześniej woził mnie po szpitalach i płakał, widząc jak cierpię. Jak w zeszłe wakacje wyruszyliśmy samochodem w świat i dojeżdżając w nocy do Florencji postanowiliśmy spać w bagażniku. Jak się później okazało  pod stacją włoskiej telewizji obok kampera prostytutki, która cały wieczór ambitnie przyjmowała „gości”. Myślałam o tym,  jak postanowił wystartować w triathlonie, żeby być bliżej mnie. Jak pewnego słonecznego dnia zabrałam go na bungee. Kompletnie się tego nie spodziewał, a pół godziny później objęci i dosłownie wniebowzięci po prostu skoczyliśmy.  Pierwszy raz pomyślałam wtedy, ze razem możemy wszystko. Wspominałam, jak mi mówi, że jestem spełnieniem jego marzeń. Często to mówi. Jak chroniąc się w Egipcie przed zemstą faraona od rana drinkowaliśmy, aż pijani wpadliśmy do basenu. I jak musieli mnie podłączyć pod kroplówkę, bo czwartego dnia alkohol się skończył i, oczywiście, złapałam, co tylko można było złapać. Myślałam o tym, jak wieczorami kładziemy się na podłogę i trzepiemy brzuszki przed snem. Jak się śmiejemy, płaczemy, kłócimy. Myślałam, jak potrafimy rozmawiać godzinami, jak się staramy być dla siebie coraz lepsi.  Patrzyłam, jak śpi i miałam motyle w brzuchu. Mój facet, Mój Michał, Mój Narzeczony, Mój Przyszły Mąż.

Myślałabym pewnie jeszcze długo, ale usłyszałam, że Ania i Łukasz już wstali.  Wszyscy byliśmy  ledwo przytomni, ale uśmiechnięci. Miałam zacząć dzień od szampana, więc pierwsze kroki skierowałam w stronę lodówki. Cały czas towarzyszył mi ten koszmarny ból głowy. Już się przyzwyczaiłam, że każdy wyjątkowy dzień, przeplata się z bólem. Ale dziś?  Serio? Zrobiłam  klasycznego sheak’a przeciwbólowego na bazie Solpadeiny, zapiłam  szampanem i zaczęłam się szykować.

Koło 15.00 pod blok podjechała taksówka, która podwiozła nas w wyznaczony punkt.

Chwilę później byliśmy już na sali. Była duża, trochę stara, ale urocza. Nie potrzebowałam niczego więcej. Żadnych wytwornych dekoracji, żadnych zbędnych dodatków. Był pan, który pięknie grał na pianinie, przesympatyczna i bardzo ciepła urzędniczka, my i nasi świadkowie. Byłam spokojna i szczęśliwa. Czułam, że robimy dobrze.

Wstaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy i przyrzekaliśmy miłość, wierność i uczciwość  małżeńską.  Nie jestem naiwna. Ludzie sobie przyrzekają, a potem zapominają, jak ze sobą rozmawiać, jak dbać o  siebie nawzajem, jak budować trwały związek.

Nie wierzyłam nigdy w miłość, w małżeństwo, w to, że można przeżyć całe życie razem.
Nie wierzyłam,  że ludzie mogą się tak mocno kochać, szanować i akceptować, żeby być razem do końca.
Nie wierzyłam póki nie poznałam  Michała. Mojego ciepłego, troskliwego, wyjątkowego – wymarzonego Michała. Nie uwierzyłam od razu. Ten proces trwał i trwa nadal. ALE UWIERZYŁAM W NIEGO i w to, co mi czasem powtarza.

TYLKO Z TOBĄ MOŻE MI SIĘ UDAĆ.

Mówi też, że nie będzie łatwo, ale wszystko będzie warte naszego związku.
DLATEGO PRZYRZEKLIŚMY SOBIE, ŻE ZROBIMY WSZYSTKO, ŻEBY NAM SIĘ UDAŁO.
10 minut później byliśmy już małżeństwem. Bardzo szczęśliwym i pełnym wiary w naszą miłość.

(Fragmentu postu, który  powstał w 2013 roku dla nieistniejącego już bloga Białe Inspiracje. Niecałe pół roku przed oficjalnym ślubem, wzięliśmy sekretny ślub cywilny.  Goście… i rodzice dowiedzieli się o tym w czasie wesela, z filmiku który jest poniżej. To były czasy… 😀 )

1

_DSC3063_DSC3084_DSC3085_DSC3154_DSC3153

UWAGA!!!  JEST ZAKOŃCZENIE !

 

 

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Filmik świetny! To musiało być duże zaskoczenie dla rodziców i gości!

  • Jak czytałam o tym na BI to sobie pomyślałam – ja pierdolę, nie wierzę! A później śmiałam się, łącząc wszystkie wpisy ze sobą 🙂

    • Szczerze to jak sobie czasem o tym wszystkim myślę to sama myślę ja pierdolę…co będzie jeśli moje dzieci też mi taki numer zrobią ??? 😛

  • Ania Libera

    wow, super 🙂 możecie być inspiracją 🙂 a co z obrączkami? jak przez 5 miesięcy je ukryliście przed wzrokiem innych ?:)