Całkiem Serio

Tylko nie złam dziecku serca

Nie spałam, czuwałam przy Milanie. 2,5 miesiąca po porodzie znowu byliśmy w szpitalu. Popękane kafelki, dziury w linoleum i małe, metalowe łóżeczko. Na ścianach Kubuś Puchatek, od którego odchodziła powoli farba.  Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Nie przyjechałam tam podziwiać architektury, malarstwa czy zażywać kąpieli  Kleopatry.

Była 4 w nocy kiedy usłyszałam dziwny dźwięk dobiegający z korytarza.

Początkowo nie wiedziałam, co to jest. Dźwięk nasilał się z każdą sekundą i wtedy zorientowałam się, że to płacz dziecka. W sumie jesteśmy w szpitalu na oddziale pediatrycznym, co to innego mogłoby być, bystrzacho, pomyślałam.

Przez chwilę wydawało mi się, że to dziewczynka z naprzeciwka. Kiedy już nieśmiało chciałam wejść do pokoju i obudzić jej mamę, zorientowałam się, że to jednak nie ona. Szłam tym odrapanym korytarzem i mijałam kolejne drzwi. Doszłam do pokoju, którego drzwi były otwarte, a na dużym łóżku było maleńkie zawiniątko. Była piękna. Maleńka, piękna i samotna.  Kiedy zorientowałam się, że nie ma z nią mamy ani taty, poszłam do pielęgniarek.

Następnego dnia znowu poszłam do jej pokoju. Drzwi były otwarte, a ona znowu była sama. Boże, jaka jesteś piękna, malutka, taka urocza, pomyślałam.  Była dziewczynką, o jakiej marzy każdy rodzic. Nieśmiało weszłam dalej i podeszłam do jej łóżeczka. Miała niesamowicie piękne i duże oczy. Wpatrywałyśmy się w siebie jak zahipnotyzowane.  Maleństwo, czemu jesteś  sama??!!   Ta myśl nieprzerwanie kołatała mi się w głowie.

baby-hand-847819

Kiedy przyszła do nas salowa, zapytałam o nią. Powiedziała, że mamy nie ma przy niej, bo w domu ma jeszcze trójkę.  Trochę mnie to uspokoiło. Ok, duża rodzina, tata pewnie w pracy, mama z dziećmi, na pewno ktoś przyjdzie wieczorem. Przyszedł. Wszedł do niej jak inhalowałam Milana. Wszystko widziałam, bo w szpitalu ściany były do połowy przeszklone.

Ulżyło mi. Całe szczęście, pomyślałam. Wyglądał skromnie. Nie wiedziałam, czy jest śniady, czy trochę brudny. Nieważne. Może wraca z pracy, może i żyją skromnie, ale to wszystko nieważne bo przyszedł do niej. To się teraz liczy. Nagle znowu usłyszałam znajomy płacz.  Pielęgniarki zaczęły głośno komentować. Poszedł. Jak to w ogóle możliwe, pomyślałam.  Może poszedł do łazienki, może wyszedł zadzwonić ?!?! Nie wrócił. Przez ten cały czas inhalowałam synka. A udało Wam się kiedyś inhalować malutkie dziecko dłużej niż 15 min. ? W oczach miałam łzy, tak samo jak dzień wcześniej, kiedy przyjmowali nas na oddział.

Następnego dnia znowu zapytałam salową o malutką. Powiedziała dokładnie: „Ojciec czasem przychodzi, smrodu narobi i po 5 min. go już nie ma”. Bałam się zapytać, ale w końcu wykrztusiłam to z siebie: „Czy to rodzina patologiczna?”. Smutnym głosem odpowiedziała, że chyba tak.

„Taka maleńka i tak daleko od mamy” powiedziałam zasmucona.

Jej jest tu lepiej niż w domu. Widziałam, w jakim stanie ją przynieśli. Jej jest tu lepiej” odpowiedziała zdecydowanie.

Do jej pokoju doszła kolejna mała dziewczynka, której łóżeczka nie odstępowały dwie kobiety. Malutka wodziła wzrokiem i dalej leżała sama na dużym łóżku i co jakiś czas płakała donośnym głosem, domagając się jedzenia.

Jakie to niesprawiedliwe. Przecież ona niczemu nie zawiniła. Jest jak każde dziecko, twoje, moje. Jak każde inne dziecko, urodzone by je kochać. Po prostu nie miała szczęścia. Urodziła się w rodzinie, w której nie jest największym skarbem.

Nie oszukujmy się, pieniądze potrzebne są do życia jak powietrze. Za coś musisz nakarmić dziecko, za coś musisz się ubrać i gdzieś wypadałoby mieszkać. Możesz żyć skromnie albo opływać w luksusy, możesz dać dziecku najlepsze szkoły, a możesz – używane książki. Jedni żyją, inni starają się przetrwać. Ale niezależnie od tego, ile masz, najcenniejsze, co możesz dać swojemu dziecku to miłość.  Nie musisz kupować mu nowej zabawki, ale musisz je kochać. Poświęcać mu swój czas.  Słuchać. Przytulać. Wspierać. Dać poczucie bezpieczeństwa i ciepło, które ogrzeje je w ciężkich chwilach. Nie możesz złamać mu serca, bo choćby się to dziecko w dorosłym życiu bardzo starało, na tym sercu już zawsze będzie rysa.   

 21267487426_170ef65769_oOdliczałam godziny do wyjścia ze szpitala. Nie dlatego, że było tam tak źle. Tylko dlatego, że już nie mogłam słuchać jej płaczu. Każde dziecko płacze, kiedy jest głodne. Sama wiem, ile zajmuje przygotowanie butelki i ile krzyków w tym czasie potrafi z siebie wydobyć Milo. Ale kiedy już je, mocno go przytulam i całuję. Ona dostaje jedzenie i wraca do dużego, pustego łóżeczka. Czasem o niej myślę. Choć nie lubię, bo za każdym razem łzy cisną mi się do oczu. Łudzę się, że tata nie mógł zostać dłużej, bo musiał iść do pracy i wcale nie śmierdział wódką. Łudzę się, że mama może była chora, nie chciała jej zarazić i dlatego nie przyszła. Może myśleli o niej w każdej minucie, tylko nie mogli przy niej być. Może będzie żyć skromnie, ale będzie kochana. Ona i troje jej rodzeństwa. Może ta miłość wynagrodzi jej wszystko. Może.

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • An Dzia

    Czytam i płaczę, nie mogę powstrzymać łez. Gdybym nie miała dziecka pewnie inaczej podeszłabym do Twojego wpisu, ale doświadczyłam jak bardzo takie malutkie dzieciatko potrzebuje mamy, jest zależne od drugiego człowieka… Od chwili, gdy zostałam mamą dużo myślę o tych zaniedbanych (ale wciaż mam nadzieję, że jednak kochanych) dzieciach. Uwielbiam Twój blog, ten wpis był potrzebny!

  • Żaneta

    Popłakałam się… wychowywałam sie bez taty, mama też ciągle zabiegana bo musiała nas utrzymać, ale zawsze gdy tylko mogła poświęcała mi cały swój czas z ogromną miłością… nie wyobrażam sobie takiego zachowania, pamiętam jak strasznie czułam się samotna w szpitalu na drugim końcu Polski gdy mama nie mogła przy mnie być…. tylko że ja mialam 13 lat i leżałam tylko trzy dni… strasznie smutne 🙁

  • Marta

    Znam to…
    Kiedy moja corka (ekstremalny wczesniak – 26 tc) lezala na intensywnej terapii, ja przesiadywalam cale dnie. Serce mi sie krajalo, kiedy wychodzilam. W domu myslami caly czas bylam przy swojej Malutkiej Kruszynce. Siedzac tam kolo Niej miedzy inkubatorami bylam jedyna matka, ktora siedziala od rana do wieczora. Byly Malenstwa u ktorych nikt sie nie pojawial, a jak pojawil to z zegarkiem w reku i to nie byli ludzie z rodziny patologicznej 🙁

  • Nie da się opanować łez, czytając ten tekst. Tak strasznie serce boli, kiedy czytam/słyszę/widzę podobne sytuacje. Często widuję na ulicach mamę lub tatę, którzy lecą przed siebie jakby nikogo obok nich nie było, a jest – kilkuletnie dziecko przebiera szybko nóżkami, żeby ich dogonić i widać, że nie zwracają na nie uwagi. Widać, że ono tak bardzo pragnie ich uwagi, ale każde wypowiedziane przez nie słowo omija ich i nie dociera. Przykro mi za każdym razem, kiedy widzę, że mały człowiek nie dostaje tego, co dla nas jest czymś naturalnym i oczywistym.

    • Dzieci rodzą się po to by je kochać, z otwartym sercem. Boli jak tego nie dostają. Najgorsza jest nasza bezsilność, widzisz ale nie zawsze możesz cokolwiek z tym zrobić…

  • okruch

    nie mam dzieci, nie jestem matką, ale łzy same napływają do oczu.

  • To smutne, ale niestety takich rodzin jest dużo. Jestem policjantką i niestety tą, która jeździ m.in. do takich rodzin na interwencję. Czasami mam ochotę płakać, czasami wybiegłabym z takiego mieszkania, a nie mogę. Raz miałam ochotę dokonać zbrodni kiedy widziałam pijaną matkę karmiącą jeszcze piersią i dziecko płaczące w łóżeczku. Teraz kiedy Ja jestem matką takie sceny, sytuację czy historie działają na mnie sto razy bardziej niż wcześniej. Aż boję się wracać do pracy…

    • Boże nie wyobrażam sobie!!! Nie planuję wracać do szpitala,ty kiedyś będziesz musiała do pracy wrócić. Współczuję, strasznie ciężko patrzeć na krzywdę jaka potrafią dzieciom rodzice wyrządzić…

  • Ola

    3 tygodnie temu „na pocieszenie” po stracie mojego maleńkiego szczęścia usłyszałam: a tam za ścianą może inna matka płacze bo jest w ciąży a nie chce”. Tamtą sytuację z tą z Twojego posta łączą moje uczucia: „Ja wezmę to maleństwo i będę kochać całą sobą. Tylko mi je dajcie… ;-(„

    • Bardzo mi przykro z powodu Twojego maleństwa. Życzę dużo siły i miłości :*

  • Czytając ten wpis…przypomniałam sobie o podobnej sytuacji ok trzy lata temu moja chrześnica trafiła do szpitala leżała na przeciwko sali gdzie leżał chłopiec malutki bezbronny ok 1.5 roku był też sam jak palec przychodziłam tam codziennie przez pięć dni bo tyle leżała moja chrześnica i może raz na dwa dni pojawiła się jego matka…a jak wychodziła po ok 15 min to biedny chłopiec tak płakał nie mógł w ogóle się uspokoić moje serce myślałam że pęknie….widać że matka była biedna…różne sytuacje są w życiu ja potrafię zrozumieć ale żeby matki nie było przy tak małym dziecku tego pojąć nie mogę…dla mnie to nie matka!!! Tym bardziej ze pielęgniarki miały w DUPIE!!! jak można słysząc płacz dziecka nie reagować ile razy ja musiałam chodzić po nie żeby się zainteresowały….sama do niego chodziłam ale ze łzami w oczach…wiadomo że matka to matka ale on był tam zupełnie sam…nie mogę myśleć o takich sytuacjach moim zdaniem tacy „rodzice” nie powinni mieć dzieci.

  • Łudzę się razem z Tobą.
    Skoro był u niej Tata, to znaczy, że im zależy, tylko nie potrafią się zorganizować, w przeciwnym razie nie przyszedł by wcale…
    Mam pewne doświadczenie związane z Twoją historią. Kiedyś to ja byłam WYRODNĄ MATKĄ w oczach innych Mam na oddziale. Oceniały mnie niesłusznie. Jedno z moich dzieci z racji wcześniactwa i niedowagi leżało w jednym szpitalu w inkubatorze, drugie z tego samego powodu i nie tylko leżało w innyn szpitalu. Serce mi pękało na milion kawałków, kiedy wcześnie rano jechałam do jednej na kilka godzin, później do drugiej, wracałam do pierwszej, wychodząc wiedziałam, że wrócę dopiero następnego dnia, bo muszę jeszcze jechać do drugiej, a czas odwiedzin ograniczony. Myślałam wtedy: najpierw zabrano im Mamę, zbyt wcześnie, a potem je jeszcze rozdzielili. Są daleko od siebie i ode mnie. Nie mogłam patrzeć na puste łóżeczka w domu. Inne Mamy na oddziale myślały, że nie mam czasu dla własnego dziecka, a ja zazdrościłam im, że mogą całe dnie przebywać przy swoich Kruszynkach.
    🙂
    Kiedy ma się więcej niż jedno dziecko, czas trzeba dzielić racjonalnie.

    • Majka

      Piękne i jak prawdziwe.
      My też zaliczyliśmy „spotkanie na szczycie”.
      Multum stażystów, nikt nie wie o czym mówi, nie do końca wie ,co znaczą słowa, które wypowiada. Brak tu logicznej odpowiedzi na zadawane przez Ciebie pytanie…

      Hmm jest ciężko bo trwało to dwa tygodnie.
      Przychodzą niepostrzeżenie, dają „dopalacze” jakie na co? a po co poinformować, trzeba zapytać – inaczej … jedz, pij i rób co chcesz…a potem chcą Cię zabrać na rezonans – gdy dziecko ma być nadczo przy zapaleniu płuc…i mieć podany kontrast w stanie nieprzytomności…

      Tak tylko potrafi prawdziwy specjalistą z Centrum Zdrowia Dziecka.

      Karty informacyjne prowadzone z dużymi pomyłkami przez co dawki leków podane były z błędem, bo pielęgniarka, owszem podłączyła kroplówkę, dała leki ale nie zapisała do karty – oj zdarza się!
      Trzymaj rękę na pulsie, intuicja rzecz święta, bo jak widać i lekarz potrafi zaszkodzić 🙂

  • Dorota

    Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga, zaznaczam, że tylko Twojego 🙂 jest super. Sama mam prawie rocznego synka, początki nie były latwe. Wojtuś jak skończył 8 miesięcy to już wróciłam do pracy. Dziś obudziłam się lewą nogą, ciężka noc. Twój wpis przypomniał mi co jest najważniejsze. Dzięki.

  • Aga

    A ja jestem szczęśliwa mamą, takiej właśnie dziewczynki zostawionej w szpitalu. Do dziś dziękuję Bogu ze ja mam.serce mi krwawi kiedy pomyślę ze przez pierwsze 6tygodni swojego życia doswiadczyla tego co maleństwo z twojego wpisu. Teraz ma 3latka jest kochanym urwiskiem.

    • Cudownie !! Uratowałaś serce dziecku, brawo. Myślę, że miłość którą jej dajesz wynagradza, wszytko co musiała przejść.

  • Nie potrafię uwierzyć w takie coś. No nie mogę. Tak samo jak nie mogę uwierzyć w to że ktoś jest w stanie katować niemowlę. No po prostu nie mieści mi się to w głowie. Gdy widzę takie małe dzieci mam ochotę tulić, kochać i chronić i nie potrafię sobie wyobrazić że można postępować inaczej.

  • Tak, w takich chwilach boli serce. Pamiętam z dzieciństwa gdy mój brat leżał w szpitalu leżało z nim na 5 osobowej sali jeszcze jedno dziecko. Już pewnie chodziło. W wysokim łóżku stało i płakało, jak za kratami. Nie miało rodziców. Przychodziła raz na dwa dni opiekunka z domu dziecka. Jak było żal patrzeć w te duże oczy, które tak bardzo błagalnie na nas patrzyły… Wspominając to serce ściska mi żal!
    Wzięłabym je teraz, przytuliła i dała miłości tyle co nikt nie dał 🙁

    Ludzie są potworami!!

  • j.

    To chyba często zdarza się w naszym żyrardowskim szpitalu. Kiedy mój bobo leżał z katarem, w sali obok był dwumiesięczny chłopiec, którego rodzice odwiedzali raz na dzień i to góra 15 minut a zdarzało się, że w ogóle nikogo u niego nie było. Najgorsze, że ordynator miała to koło dupy i nie poinformowała nawet opieki społecznej, a na pytania innych mam z oddziału mówiła ‚niech każda mama zajmie się swoim dzieckiem’. ;/

  • Magda

    Pamiętam to uczucie bezradności kiedy leżałam z moją 2 tyg Kruszynką w Centrum Zdrowia Dziecka na noworodkach… i moje serce masakrowane płaczem dzieci do których nikt juz nie wróci bo są chore i już nie potrzebne.. a Pielęgniarkom nie wolno przytulać bo sie przyzwyczai Ono … Godziny Płaczu … dzień i Noc … do dziś o tym Myśle …

    • Nie wolno przytulać, bo się przyzwyczai??! Brak mi słów.

  • Joanna

    W połowie tekstu zaczęłam płakać, nie da się inaczej bo to jest straszne. Wiadomo różnie w życiu bywa i ciężko czasem, ale serce pęka widząc lub słysząc coś takiego, że takie maleństwa leżą w szpitalach same, bezbronne. Sama mam 3,5 miesięczna córkę i kocham ją nad życie i codziennie jej to okazuje na milion sposób a ona odwdzięcza mi się tym swoim pięknym uśmiechem. Aby wszystkie te kruszynki małe i duże miały mnóstwo miłości w swoim życiu tego im życzę.

  • Sylwia

    Żaneta smutny ten post….😞 pisz jutro Nowy weselszy..,..Powiem Ci ze pewnie wspomnienia i towarzyszący im smutek o tej dziewczynce pozostaną w Tobie na zawsze albo na bardzo długo….niestety….pisze tak bo sama przeżyłam coś podobnego. Byłam już pod koniec pierwszej długo wyczekiwanej ciąży i wraz z mężem chodziłam na szkołę rodzenia do szpitala praskiego w W-wie. Pewnego dnia po zajęciach mieliśmy zwiedzać oddział położniczy, sam oddział jak to oddział pozostawiał wiele do zyczenia, ale nie to skupiło nasza uwagę…..z jednej z Sal dobiegł głośny płacz dziecka, kiedy dotarliśmy do centrum płaczu naszym oczom ukazał się malutki chłopczyk…..owinięty
    w zszarzałe szpitalne ubranka, kiedy położna wzięła go na ręce od razu przestał płakać. Jak później wyjaśniono nam był to chłopiec którego mama zostawiła w szpitalu, nawet go nie widziała po porodzie…..miał tam zostać przez miesiąc, zanim trafił do domu małego dziecka- bo takie były procedury 😞 Nigdy to
    nie zapomnę i nie przestanę myśleć czy znalazł szczęśliwy dom, czy jego mama okazała się na tyle dobra ze zrzekała się praw aby mu to ułatwić? Czy do dziś jest w domu dziecka…..? dziś ma około 4 LAT i mam nadzieję że zaznaje miłości……

  • Jadwiga Anna Nadbrzeska

    Jakie życie jest niesprawiedliwe …

  • no i masz, załatwiłaś mnie na amen. Nie mogę chyba czytać takich tekstów, nie jestem w stanie wyobrazić sobie co jest w sercu takich rodziców. Bieda biedą, ale co to za usprawiedliwienie dla takiego okrucieństwa wobec swojego maluszka?

  • Ehhhh.. tydzień temu lezalam w szpitalu z moim Maćkiem. Takich maluszków była aż trójka 🙁 strasznie to smutne… dlatego dość poważnie w przyszłości rozwazam adopcję. Moja mama spędziła kilka lat w Domu Dziecka a siostra taty adoptowala dziewczynkę która teraz jest już kobietą ❤ a przy okazji – też planuje szpitalny post, ale w zupełnie innym tonie 😉 trafiłam na tak masakryczne pielęgniarki że mam ochotę napisać na nie skargę 🙁