Kącik Dziecięcy Mój Świat

Wyjazd z dzieckiem. Część II

Krok czwarty: plan dnia

Wstaje po południu. No prawie. W obecnym czasach (czyli od 5 miesięcy) godzina 9 to już prawie jak południe. Obok chłopaki po cichu sobie gadają. Normalnie w takiej sytuacji, umyłabym zęby, założyła spodnie, bluzę na piżamę i już byłabym na śniadaniu (chociaż w sumie nie jestem pewna czy nie pominęłabym mycia zębów). Obecnie jednak sprawy się komplikują…

ale Milan odzwyczaił mnie już od kierowania pierwszych kroków w stronę lodówki, także z pokorą znoszę burczenie w brzuchu. Zatem zaczynamy przygotowania. Zmieniam pampersa, karmię Milkę, myję mu rączki, przegotowaną wodą twarz, smaruje kremem wysuszone policzki, ubieram, daje żelazo, witaminki. Ok, pora na mnie. Prysznic, make up, pilnowanie żeby Milan nie spadł z kanapy, 25 minut później jestem gotowa. Wychodzimy, coś śmierdzi, wracamy. Bomba w pampersie. Godzinę od pobudki docieramy na śniadanie.

Po śniadaniu, obchód po hotelu. Ale czad, jest tyle atrakcji !! Wracamy do pokoju i cel, basen. Przy okazji karmimy młodego i nagle… staje się rzecz niesłychana. Zasypia. No dobra to czekamy. To tylko turbo drzemka. Mija 5, 10, 20, 30, 40 min… nie taka turbo. No nareszcie. Mamy go. Zmiana planów, zaczynamy od spaceru. Ogarniamy te wszystkie klamoty, kombinezon, czapka, szaliczek, rękawiczki, oczywiście zakładam i śpiewam jednocześnie, inaczej dramat gotowy. W końcu, wychodzimy. Przeszliśmy z 20 metrów, Młody cały czas w rozpaczy. Cóż, wracamy na butlę. Zdjęcie na dowód!

_DSC5955

Przed obiadokolacją idziemy na basen. Znowu szykowanie, szukanie, pielucha, mleko. Gotowi. 30 min później było już po wszystkim. Chwila pluskania wystarczyła żeby wymęczyć Młodego. Zamiast turbo drzemki uciął sobie 1, 5 godzinną drzemkę. No cóż. Znowu czekamy. Slow life w modzie.

Tyle w kwestii planowania😂

12790981_946237038825973_8657069663149043432_n

Krok piąty: Smacznego!

Najważniejsze na świecie jest mleko Milana. Wiadomo. W dalszej kolejności jest cała reszta jego potrzeb, na szarym końcu jest miejsce na potrzeby rodziców. Nie mówię o jakichś wyszukanych, bardziej o tych podstawowych, Maslowa. Podczas czterodniowego wyjazdu stworzyłam teorię mówiącą o tym, iż niezależnie w jak dobrym humorze jest Twoje dziecko, jak bardzo najedzone i wyspane, nie ma takiej możliwości, ani magicznej mocy żeby dało rodzicom zjeść posiłek razem, na ciepło i w spokoju. Jest to niezgodne z prawami fizyki, natury i mentalnością dziecka. Cholera, no przynajmniej u nas, tak to wygląda. Badanie może być mało wiarygodne ponieważ przeprowadzone zostało tylko na jednym dziecku, ale nie dopuszczam myśli, że ktoś ma więcej szczęścia ode mnie.

Krok szósty: Kryzys

Trzeciego dnia głównym zajęciem Milana było płakanie, naszym noszenie. Zresztą te zdjęcie mówi wszytko i w pełni  oddaje dramatyzm sytuacji.

12799014_947745202008490_2065202099989453396_n

Wyjazd z dzieckiem: Wnioski

Kiedyś na basenie robiłam trening, nigdy się nie pluskałam – strata czasu.

Kiedyś na wyjeździe codziennie biegałam, grałam, ruszałam się, spacer uważałam za głupotę.

Kiedyś wieczorem piliśmy wino i nie o spaniu myśleliśmy.

Teraz się pluskałam, spacerowałam, chodziłam wcześnie spać. I wiecie co?!  Świetnie się bawiłam. Uczę się organizacji i funkcjonowania z dzieckiem. Nauczyłam się już pakować siebie, za parę lat może nauczę się pakować Milana (BTW moja mama do dziś nie nauczyła się pakować, a na wszystkich koloniach zawsze miałam największe torby, obciach to mało powiedziane). Kiedyś na wyjeździe wszytko robiliśmy razem, teraz niestety jedno biega, pływa, odpoczywa, drugie niańczy. Godzinę później, zmiana. Chwile tylko we dwoje, kolacja bez stresu, na luzie, w spokoju – tego mi czasami brakowało.  Spójrzmy prawdzie w oczy, wyjazd z dzieckiem nigdy nie będzie jak wyjazd zakochanych, zapatrzonych w siebie małolatów (ok, nie jesteśmy już małolatami, ale mentalnie..no  cóż, wciąż troszeczkę). Ochoczo nie kupimy butelki na bezcłówce, nie otworzymy jej cichaczem na pokładzie samolotu, nie będziemy robić nieprzyzwoitych rzeczy w publicznych miejscach,  nie zjem śniadania 5 min po przebudzeniu, nie pójdziemy razem do Klubu ze striptizem zobaczyć jak Tajka wyciąga 2 metry wstążki z cipki (pisałam o tym TU), nie spakuję niepotrzebnych sukienek i szpilek…  bo pampersy jednak trochę miejsca zajmują.

Ale jakby się tak zastanowić, wcale nie żałuję. Uwielbiam moje nowe życie w  trójkę i choć bywa ciężko, choć wiele rzeczy jest trudniejszych, choć czasem padam na twarz – za nic bym tego nie zmieniła. Wyjazd był świetny. Milan niczego nam nie zabiera, on nieustannie nam daje.

Odchowam i jeszcze będę robić te nieprzyzwoite rzeczy.

 Kto nie czytał Części I zapraszam  TU  !_DSC6072 _DSC6079_DSC6092

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Marlena

    Uwielbiam Cie. Niezmiennie, bezustannie, z każdym wpisem co raz bardziej. Pierwszy wyjazd przed nami dopiero w maju, ale teraz juz wiem, ze ciagniecie motocykla na przyczepce w Góry Stolowe sensu nie ma żadnego no chyba, ze tylko po to, żeby go przewietrzyć. Dziękuję, za uświadomienie mi, że spokojna przejażdżka z osobistym mężem jest raczej tylko mrzonką nieobeznanej z tematem świeżo upieczonej matki. Pozdrawiam. I pisz pisz pisz! 😘

    • Dziękuję <3 <3 <3

      Motor niech się nie wietrzy bo go jeszcze przewieje 😛
      Pierwszy wyjazd lepiej bez takich atrakcji, trzeba najpierw zbadać grunt., ale przy drugim wyjeździe…