Kącik Dziecięcy

Jestem mamą…całe 2 miesiące

Ponoć w wychowaniu dziecka najtrudniejsze jest pierwsze 30 lat. Czyli zostało mi tylko 29 lat i 10 miesięcy… W sumie to całkiem sporo biorąc pod uwagę, ze sama mam 30 lat i 3 miesiące.

Milo przyszedł na świat 2 października. Rzadko wracam myślami do czasów przed Milanowych (niby kiedy), ale wspominając poród nie mogę pominąć tego co działo się  dzień wcześniej, kiedy to głowę zaprzątała mi tylko jedna myśl. Może niezbyt stosowna do zaistniałych okoliczności … no ale cóż, czasu nie cofnę. Nieustannie myślałam tylko o tym, co by tu zajebistego zjeść, nim przejdę na dietę matki polki karmiącej. Mąż odwożąc  mnie do szpitala, dał  stówkę na szaleństwa i  pojechał do pracy. Niestety pogrążona w rozpaczy musiałam go cofnąć  jak tylko okazało się, że w szpitalu nie ma sklepiku, a ja przecież na gwałt potrzebowałam zjeść snickersa i dwie czekolady (choć generalnie to …nie jem słodyczy). Mama przez telefon czytała mi całe menu restauracji, a w czasie odwiedzin jechała do McDonalda po kawę bo w sumie fajnie byłoby się też napić.  A jeśli nurtuje Was czy się stresowałam, to w sumie średnio biorąc pod uwagę, że o 3 w nocy pisałam do kolegi żeby sprawdził czy pod jego okienkiem nie stoją ułanie bo pod moim ich niema, a gdzieś cholera muszą być 😂

Następnego dnia o 9 rano skończyła się moja beztroska.

Te 2 miesiące to rollercoaster. Milo jest spełnieniem marzeń…jednocześnie jest też lekcją pokory, niekończącą  się nauką cierpliwości i ciągłą imprezą.  Nie chodziłam za często do Klubów bo zarwaną noc odchorowywałam 2 dni. Teraz nie odchorowuję. Teraz jestem w ciągu. Myślę, że Mila kojarzy całe osiedle. Nie, nie dlatego, że jest taki rozkosznym, drożdżowym aniołkiem. Dlatego, że ma dość donośny głos.  Niewiele osób go widziało, zdecydowana większość go słyszała.  Dziecko widmo.

Nie wyobrażałam sobie jak to będzie z dzieckiem i dobrze bo tego co jest bym nie przewidziała. Zaskoczyło mnie z kolei coś co nie sadziłam, że może być trudne…karmienie piersią. Myślałam, że ten proces ogranicza się do – ja przystawiam, dziecko ssie i po sprawie. Przed porodem najbardziej stresował mnie fakt, że nie mogłam zdjąć kolczyka z…sutka nawet kombinerkami, nawet dwoma kompletami kombinerek przy jednoczesnym użyciu męża (szczegóły tego dramatu tu http://goo.gl/1aQusR ).  Kiedy już mi się to udało (a raczej specjalistom w salonie), byłam pewna, że karmienie to bułka z masłem.  Niestety, okazało się to bardziej skomplikowane…widziałam się z 3 specjalistami, łącznie 5 konsultacji. Lista rzeczy, które Milo robił źle była długa. Doszliśmy do momentu kiedy lekarz powiedział pora odpuścić. Po 6 tygodniach starań, płaczu i dramatów na dobitkę usłyszałam, że jest zestresowany i niespokojny, bo matka idiotka, jeździła z nim non stop po doradcach laktacyjnych licząc na cud. Niestety cud nie nastąpił. Brakło  żarliwych modlitw.

Te 2 miesiące nauczyły mnie bardzo cennej rzeczy. Wiele osób mówiło, że Milanowi coś dolega, że jest chory, ma coś z brzuszkiem, (UWAGA) jest usunięty itp. Od początku twierdziłam, że wszystko jest ok. Ale może się mylę?? Może sztab doradców ma rację?? Przecież nic nie tracę, lepiej go przebadać. Łącznie z poradniami laktacyjnymi i obowiązkowymi wizytami –   13 konsultacji, 1100 zł. Wszędzie słyszałam „Synek zdrowy” Często też informowali, że  ustawi nas sobie… Czułam, że wszytko jest ok, a mimo to pozwoliłam na tułaczkę po lekarzach.

Milo jest przesłodkim chłopcem. Często już się uśmiecha (zawsze jak mnie obrzyga). Wodzi za mną wzrokiem kiedy odchodzę. Rozmiękcza serca wszystkich. Nie mówię, że jest niegrzeczny, tylko że jest wymagający.  Nie mówię, że jest trudny, ale że poradzi sobie w piaskownicy. Nie mówię, że jest łatwo, ale mówię, że całe szczęście jest zdrowy i  ze wszystkim sobie damy radę.

Najcenniejsze co mi uświadomiły te 2 miesiące to fakt,  że jestem mamą (szok! co ? )  Znam swoje dziecko jak nikt inny i nikt nie wie  lepiej  ode mnie czego potrzebuje i co mu dolega. Mimo braku doświadczenia, mam intuicję i  instynkt. To moi najlepsi ziomale (czyt. doradcy). Jest ciężko kiedy trzeba go  bujać  w nosidełku samochodowym do 2 w nocy. Czasem zastanawiam czy szwy mi nie pękną od wysiłku. Staram się też pamiętać żeby zmieniać ręce bo lipa jak tylko prawy biceps będzie pokaźny. Ciężko jest myć zęby z nim na rękach, a bywają i takie dni. Ciężko też patrzeć jak on je 3 butelkę, kiedy ja wciąż marzę o śniadaniu. Ale to wszytko nic, bo najfajniej na świecie jest być mamą i  póki te szwy mi trzymają  dam radę ze wszystkim.

Podobał Ci się mój wpis? Daj mi znać, tu i teraz. Zostaw komentarz. Udostępnij na FB. Daj like. Zróbmy hałas.

To może Ci się spodobać

  • Madziga

    ja też do ostatniej chwili jadłam wszystko to, co się dało, bo później posucha 😉 co Ty za kolczyk miałaś, że kombinerki nie dały rady, że o Małżu nie wspomnę 😛 jak zawsze piękne zdjęcia 🙂

  • Moja Oliwka też jest z 2 października i też należy do tych dzieci z gatunku „widmo”. Wszyscy w okolicy wiedzą że na dzielnicy jest nowe dziecko 😉 Mi na szczęście po dwóch miesiącach wszystko się układa…zobaczymy jak długo jeszcze. Trzymam kciuki, żeby i u Ciebie tak było 😊

  • marta

    ja tez przed porodem miałam wielką ochote na czekolade 🙂 wszelkiego rodzaju ciastka batony byle było dużo czekolady 🙂 podobno organizm zbiera energie na poród 🙂 co do karmienia piersią to Twoja „dieta matki karmiącej ” była bardzo zmieniona od tego co jadłaś w ciąży?
    mnie położna uczulała ze po porodzie mam nic nie zmieniać
    i posłuchałam jej
    owszem jadam gotowane mieso czy piłam kompociki ale nie obywa sie bez słodyczy, owoców (nawet cytrusów) czy smażonego mięsa 🙂
    Moja mała ma juz miesiąc i nie mamy problemów (na szczęście ) je tylko pierś.
    Co do złotych rad innych, to tak jakbym czytała o sobie
    tez kazdy mi mówił ze brzuszek ją boli , wmawiali kolki, gorączkę , bóle brzucha itp , a ja wewnętrznie wiedziałam ze nic jej nie jest , poprostu czesem płakała wieczorami i zmiana pozycji , lulanie czy suszarka dawało tylko chwilowy efekt , okazało sie ,że księżniczka chce zasnąć,.. ale.. ze smoczkiem , na dodatek nie bylo to takie proste- włożyc smoczek i po sprawie… ;/ dopiero mąż wpadł na pomysł i ogrzał cumla pod ciepłą wodą, wtedy chwyta i usypia 🙂
    pozdrawiam i powodzenia 🙂 czekam na dalsze wpisy 🙂

  • Aga

    Twoje słowa iż moich myśli wyjęte 🙂 moja Zuza z 10października 🙂

  • Mam obok siebie 8 dniowego okruszka i właśnie zastanawiam się dlaczego do cholery tak dużo w Polsce mówi się o karmieniu piersią i tej całej cudowności a tak mało mówi się o tym, że karmienie piersią jest choleenie trudne, że trzeba się go nauczyć, że nie zawsze sie udaje, że czasami to walka i dziecka i matki. A najbardziej wkurzające jest t, że nikt nie mówi, że nie jest najważniejsze to jak karmisz czy butla czy cyckiem ale żeby odnaleźć w tym macierzyństwie spokój i radość z małego człowieka, bo za chwile on już nie będzie taki malutki i szkoda stracić ten czas na nerwowe szukanie rozwiazania jak karmić piersią.